Owczy pęd za gadżetami i wyścig szczurów.

Wstawiam komentrarz Wojtka ze strony Medarda - bo jest ciekawy :

 "Kiedyś chodziliśmy do szkoły o godź 12 koniec lekcji, obiad w szkole lub w domu, odrabianie lekcji i na podwórko. W szkole Dyro to był ktoś, woźny był przyjacielem, a nauczyciele byli sznowani. Jak nauczyciel dał po łapach i poskażyło się Ojcu to była dokładka po łapach za rojbrowanie w szkole. Trzepak, piaskownice, strzelanie z jarzębiny , piłka nożna , gra w palanta, wygibasy na trzepaku, strzelanie z jarzębiny. Kolana pozdzierane, guzy i obicia, wszyscy żyją, na rany cebula albo krwawnik. Jak się ściemniało to cała banda leciała do domu. Kąpanie w jakiś kałużach, jakiś dzikich stawkach, ogniska i pieczone raki, szczaw z nasypu i nikt nie zmarł. Owoce i warzywa to co było z Polskiego ogródka się żarło, bez umycia i nikomu nic nie było. Matka i Ojciec znali wszystkich kolegów bo to byli ludzie z krwi i kości, a nie wirtualne tysiące znajomych z Faceboka. Z kolegami i koleżankami sie bawiło na podwóku lub w jakiś chaszczach, a nie siedziało przy kompie. Ludzie byli zdrowi bo nie jedli sztucznych plastików i sztucznych nawozów.

Rosół z kury co biegała i wybierała z ziemi to co na niej było smakował wybornie. Z szynki dopiero co zrobionej nie ciekła woda i nie było w niej żadnego E 230, kiełbasa zaś nie śmierdziała po trzech godzinach, wisiała natarta solą nawet miesiąć i dłużej przy piecu i się suszyła, żadnej pleśni. Jabłka papierówki prosto z drzewa były słodkie i nikomu nie wpadło na myśl aby je myć. Po godź. czwartej banda usmiechniętych obdartusów gwizdała pod oknem co by lecieć grac w szmaciankę, z której wyłaziła dętka. Po drodze jadło sie chleb posmarowany śmietaną z cukrem. I to był chleb a nie trociny. Przeżyliśmy i mieliśmy dzieciństwo bez MTV, TV, smartfonów, promieniowania mikrofalowego i wymyślnych głupot. A jak ktoś chciał pogadać to szedł do kumpla kupował oranżadę w której był normalny cukier, nie aspartan, siadało się i rozmawiało a oranzada szła nosem :). Nie siedziało się na gadu -sradu. Autostopem jeździło się po całym kraju a kierowcy zatrzymywali się i podwozili. Na kaszubach domy były otwarte i jak ktoś chciał przenocować i zjeść to gospodarz wyciągał pajdę chleba i maślanę, oraz dawał izbę gościnną bez pieniędzy. To był normalny realny a nie wirtualny świat. Ten świat dzięki pędowi nie wiadomo za czym odszedł w zapomnienie. Ludzie pozamykali się w domach nawet nie znają swoich sąsiadów. Dzieci muszą mieć specjalne zabawki aby ich nie połknąć i nie polizać zgodnie z zapisami UE. Pisakownice znikają, zniknęły dzikie stawki gdzie kąpaliśmy sie z krowami. Pojawiły sie płatne chlorowane baseny bardzo czyste i zdrowe.
Jakoś od tamtej wody nikt nie zachorował i nie umarł bo był organizm odporny a dzieciaki ciągle w ruchu i na powietrzu. Dzisiaj pięciolatki zamiast mazać się w piaskownicy dostają garba siedząc w klatkach i ucząc się do późna a potem jeszcze wieczorem wkuwają angielski, super dzieciństwo :(. Jedzą specjalne płatki z fabryki Du Pointa przyprawiane sztucznym barwnikiem i smakiem z próbówek ,zalewane "mlekiem" które nie jest mlekiem. Nie znają nawet smaku prawdziwego mleka od prawdziwej krowy, która żarła trawę. Teraz krowa stoi w kojcu i faszerowana jest antybiotykami i g... jakimś. Na ulicach było bezpiecznie bo łazili dzielnicowi którzy wszystkich znali z imienia i nazwiska. A najgroźniejszy dzielnicowy watażka jak widział babcię z zakupami to jej je zaniósł do domu.
To co dziś widać to chory świat i chorzy Ci co to wymyślili. Masz rację Medart to jest Armagedon.
Ale jest światełko w tunelu , spotkać można w dni wolne coraz więcej ludzi w lesie , z kijkami, nartami, na rowerach, biegających i mówiących dzień dobry obcemu człowiekowi. Może to się zmieni kto wie ? Może ludzie wrócą do Ziemi i zostawią ten cały wirtualny sztuczny chłam."

Autor: Wojtek Oki

4 komentarze:

  1. Ja dodam tylko tyle: my akurat to rozumiemy. Pochodzimy z pokolenia które na własnej skórze odczuło wiele z aspektów tamtej rzeczywistości. Ale dla dzisiejszego nastolatka to istny matrix i opowieść z baśni 1001 nocy. Dla wielu z nich to nie do przeskoczenia i zaakceptowania, gdyż wyrośli w jednoznacznym przekonaniu że wtedy było "zło, reżim i puste póki z octem". Nie dociera do nich, że nieraz pustkę na półkach sklepowych, zapełniały głębokie i szczere odruchy ludzkiego serca i umiejętności właściwego i wspólnego dążenia do wielu rzeczy. Że nie istniał konsumpcjonizm zaciemniający punkt widzenia, a ludzi stać było na proste i niezwykle drogocenne gesty. W dzisiejszej pogoni "za niczym", młodzież gubi nie tylko cenny czas ale i własną tożsamość. Stają się jak zombie w rękach systemu, który metodą "kija i marchewki" robi z nich następne pokolenie niewolników. I to jest ten paradoks, bo metody są wciąż te same a jednak ludzie brną w to bagno bez jakichkolwiek hamulców. Ale...wciąż jest światełko w tunelu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. TAK!!! To święta prawda !!! Nasz świat odchodzi w niepamięć ,młodzi nie chcą tamtego świata im się podobają smartfony i inne gadżety a nie proste zabawy,my mieliśmy normalne dzieciństwo ! oni...żyją już w matriksie .pewnie ciężko będzie to zmienić ale warto próbować ,powrót do natury zawsze będzie dobry,i nigdy nie będzie na to za późno .Unia w końcu się rozpadnie i każdy zacznie żyć na własną rękę,potrzeba tylko mądrych ludzi którzy by to poprowadzili bo obecne i poprzednie bandy t
    ylko myślały o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawda jest taka, że to nie jest wina młodych, internetu, czy koncernów. Tylko i wyłącznie jest to wina nas ostatniego pokolenia które wyrosło na podwórkach a nie przed kompem. Kto z was ostatnio zrobił kanapki do szkoły swojemu dzieciakowi? Zamiast dać mu 5zł na chipsy? Gdyby rodzice tacy jak my (młodzi, wychowani na prawdziwym mleku)spędzali czas z dziećmi a nie dążyli do tego by "mieć samochód lepszy od sąsiada" robiąc na trzy etaty i puszczali ich samopas do sieci która ma za zadanie wciągnąć, to młodzi byli by inni.
    Ludzie dążą do autodestrukcji od pokoleń i nic na to nie poradzimy, możemy cieszyć się tylko tym co mamy tu i teraz. Zostawmy wszystko i w dzień wolny niezależnie od pogody wyjdźmy na spacer.

    OdpowiedzUsuń
  4. Samiśmy sobie winni... kiedyś standardem była pobielona izba i wyszorowane deski podłogi a dziś są bejce do ścian,fugi z brokatem,wielkoformatowe płytki polerowane za 200 zł/m2 i to wszystko tylko na chwilę bo za moment żona wróci od sąsiadki i powie: wiesz kochanie a ja u Zosi widziałam... itd,itp. I zaczynamy gonić aby nie być gorsi od sąsiadów... A TAK NAPRAWDĘ DO ŻYCIA POTRZEBA WIADRA DO SR... I MATY DO SPANIA. No i oczywiście zacnego towarzystwa. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń