Opowieść prawie nieprawdziwa .

 Zapraszam do lektury.

"Chciałem coś Wam napisać, co być może zburzy szlachetny obraz Pana Sawiaka i jego grupy.
Mając obecnie więcej czasu postanowiłem napisać coś, z czym zwlekałem od dawna.
Chodzi dokładnie o grupę zielonogórską oraz dwie lokalne, która od ładnych kilku lat penetruje moje rodzinne zakątki, ale zacznijmy od początku.
Z pochodzenia można powiedzieć, że jestem Niemcem , chociaż moi dziadkowie urodzili się na obecnym terytorium Polski . Babcia w  Zobten, obecnie jak wiadomo Sobótka, dziadem był mieszkańcem Tąpadeł (Tampadel) , ale urodzony również  w Sobótce. Pradziadkowie również byli mieszkańcami tych ziem, więc jestem z nimi związany bardzo blisko.
Wszystkie lokalne sprawy związane z rejonem w jakim mieszkam bardzo mnie interesują , ponadto jako, że jestem sołtysem jednej z okolicznych wsi - niemialże z pierwszej ręki mam informacje co się w okolicy dzieje.
Z racji piastowanego stanowiska nie ujawnię swojego nazwiska i miejsca zamieszkania.
Po wojnie większość krewnych została deportowana, lub sama wyjechała na zachód, jednak kilka osób zostało. W większości oni już nie żyją. Jeszcze kilka lat temu przed  pielęgnowaliśmy zwyczaj, spotykania się z tymi ludźmi ,potomkami tych ludzi, ich krewnymi , znajomymi . Zazwyczaj spotkania te odbywały się w moim domu (dopóki żyła babcia) i odbywały się w Święto Zmarłych. Babcia znała wielu ludzi mieszkających na tych ziemiach bo była pielęgniarką w Sulistrowicach. Często dawniej spotykaliśmy się z wrogim nastawieniem, nazywano nas folksdojczami, lub po prostu hitlerowcami, jednak od kilkunastu lat pod tym względem Polska stała się bardziej cywilizowanym krajem ,gdzie panuje tolerancja i poszanowanie, lecz nie o tym miałem pisać.

Chciałbym napisać o tak zwanych "poszukiwaczach" jacy są ostatnio plagą tych ziem. O ile dwie lokalne grupy poszukiwaczy nie czynią takich szkód jak można było by sobie przypuszczać, tak grupa z Zielonej Góry to prawdziwa plaga tych ziem. Miałem świadomość, że działalnością eksloracyjną i wchodzeniem w miejsca skąd można nie wyjśc nie zajmują się grzeczni panowie w garniturach, ale że są to aż takie elementy nie miałem pojęcia .Regularnie, konsekwentnie, z iście zaplanowaną systematycznością plondrują to co jeszcze zostało, a zostało sporo . Wiem, bo często temat tak zwanych pozostawionych magazynków był poruszany w naszym gronie ludności wypędzonej. Praktycznie każda rodzina coś chowała, przecież Ci ludzie wierzyli, że wyjeżdżają czasowo, maksymalnie na kilka lat.
Czasy były takie, że raz - lepiej było podróżować bez ogromnego bagażu, a dwa - za posiadanie przy sobie cennych rzeczy nie jedna osoba zginęła z rąk chciwych Rosjan, czy też zwykłych bandytów jakich to grupy plądrowały jak to oni nazywali "dziki zachód" .
Słowa cedzę ostrożnie, bo wiele z tych rodzinnych majątków jest zdeponowana w ziemii i czeka na odkopanie. Wiele depozytów już nie ma włascicieli - zgineli, poumierali, ich potomkowie nie mają dostatecznych danych gdzie szukać . Tak było i w moim przypadku - wiedziałem mniej więcej gdzie, ale nie posiadam sprzętu i ku temu doświadczenia.
Kiedy podczas spotkania w Sulistrowiczkach usłyszałem o grupach poszukiwawczych, że może oni mi pomogą, jednak nie posłuchałem własnego przeczucia...niestety.
Jesienią dwa lata temu skontaktowałem się z grupą lokalną z okolic Ślęzy, ale z racji słabej znajomości topografii , małego doświadczenia?? czy też czynników niezależnych dwie nasze akcje nie dały spodziewanego rezultatu, pozna znalezieniem jakichś pordzewiałych garnków, ale te to mogłem sobie samodzielnie poszukać detektorem.
Wówczas spotkałem się pierwszy raz z negatywną opinią o Zielonogórskiej Grupie Poszukiwawczej , wszedłem na ich stronę , pooglądałem sobie.... Im więcej o nich informacji słyszałem tym bardziej były sprzeczne - poza jedną - nikt za nimi nie przepadał. Z nie jednego pieca chleb jadłem ale postanowiłem pójść tą ścieżką... Jak ustaliłem nie są lubiani w środowisku poszukiwawczym, nie za dewastacje, szabrownictwo, ale za wysoką skuteczność działania. Kilka razy wchodzili w teren rzekomo przeszukany i mieli piękne trafienia. Przypadek? Nie w ich przypadku.
Czara goryczy przelała się, kiedy postanowiłem wybrać się z nimi na wycieczkę, do jakich czasami zapraszają po uiszczeniu stosownej opłaty 100zł . Rozumiem - wiedza i doświadczenie kosztują . Wpłaciliśmy z żoną poprzez przelew 200zł i w umówiony piątek spotkaliśmy się w zamku w Gogołowie (swoją drogą ruina w opłakanym stanie, tak samo jak pobudki jakimi się kierują ) . Już na wstępie Jan z Karolem zaznaczyli, że nie wyrażają zgody na robienie jakichkolwiek zdjęć, kręcenie filmów i nagrywanie rozmów . Swojego Nikona musiałem zostawić w "zamku" a wyłączność na robienie zdjęć miał tylko Karol i tyczyło się to też członków jego grupy.
Piątek upłynął na opowieściach przy piecu,(przy którym o mało się nie zaczadziłem, a ubranie cuchnie dymem do teraz) , zwanym z przesadą kominkiem, nie powiem - mają ładną kolekcję jakichś tam rupieci, starych map , listów jakie im potłumaczyłem i tutaj o mało nie spadłem z fotela - wśród tych listów był list mojej babci!!!!! o pomyłce nie było mowy!!!! . Miałem do wyboru- zagrać w otwarte karty i ujawnić prawdziwy cel mojej wizyty (chciałem zobaczyć, czy naprawdę szukają depozytów i z tego żyją)  i chęć odkupienia listu, lub poczytać , pooglądać i obserwować dalej. Z tego wszystkiego chyba zbyt rozwiązał mi się język po ichnie tak zwanej "Gogołówce", bo te opoje potrafią wypić każdą ilość alkoholu bez wyraźnych skutków ubocznych w dzień następny, ja natomiast już po pierwszym łyku tego świństwa miałem przed oczyma czarny tunel i prawie widziałem duchy. Jedna szklanka zapewne działa mocniej niż pigułka gwałtu, a oni raczyli się tym jak francuskim szampanm.
Jak łatwo się domyślić rano mieliśmy ładnie przerobiony ich plan zdobywania jakiejś tam sztolni na Ślęzy w plan kopania na terenie byłej posesji moich przodków. Nie protestował nawet sam Pan Jan "Hrabia" obwieszony w złoto jak Cygan, który dzień wcześniej sam na tą sztolnię się nakręcał jak szczerbaty na suchary. (Swoją drogą ten to dopiero na poczekaniu wymyśla opowieści o nazistach , skarbach , średniowieczu i duchach jak niejeden poczytny autor, sam Tolkien przy nim wypadł by blado....)
Co gorsza, sam im to szukanie skarbu "babci" zaproponowałem podczas libacji alkoholowej zwanej przez nich skromną degustacją. Podczas tejże był nawet zabawny incydent - kiedy wyciągnąłem z plecaka wodę mineralną, to jeden z nich powiedział, że wodę to piją zwierzęta i że z bydłem przy jednym stole siedział nie będzie.
Nic - słowo się rzekło.... Na pocieszenie miałem list babki wykupiony za chyba alkohol i kilka innych skserowanych listów(twierdzili, że najcenniejszych papierów nie trzymają w zamku), w tym kilka zdjęć i widokówek.Wspomnę tylko, że nie robiły na nich wrażenia same dokumenty  jak stary album z gołymi paniami - nie powiem , rarytas z przedwojny z dedykacją. Pytanie - skąd oni to mają???? Odpowiedź była prosta i Sawiak nawet nie silił się na jakąś mega tajemnicę - ze piwnicy pewnego zawalonego domu, jaki już przeryli wzdłuż i wszerz, a gdzie kiedyś był szpital polowy, kartony z bandażami, medykamenty , strzykawki (mam od nich dwa zawinięte fabrycznie - 1943 rok produkcji!!!, widziałem też oryginalne szklane fiolki z morfiną!!! i zeszyt w który wpisywano rannych żołnierzy).
Moim zdaniem powinni oddać to do muzeum, ale jak sami twierdzą - muzeum może sobie wykopać bo jeszcze sporo tego zostawili.
Co te listy tam robiły na zawsze pozostanie zagadką dla nich i dla mnie. Obecnie teren jest plantowany pod budowę jakiejś daczy,  ale nie w tym rzecz.
Nadeszła godzina na jaką czekałem długo..... poszukiwania. Godzina żenady.... Jedyna trzeźwa osoba, kobieta jaka z nimi była kierowała wielką terenówką, Sawiak coś tłumaczył do czego drążek 4x4 i jak używać, do której wgramoliło się kilku rzezimieszków z aparaturą elektroniczną , kiedy jechaliśmy za nimi widziałem jak w środku leczą kaca ...."Gogołówką" -  byłem załamany i  zażenowany, miałem po drodze zabrać ze sobą żonę.
Wydane 200zł za towarzystwo pijaków , jedyna pociecha, że odkupiłem ten list... żona pukała się w czoło i chciała zawracać, bo jeszcze nam mało kłopotów? A co jak nas z nimi ktoś zobaczy, że w gangu szabrowników- poszukiwaczy odkopuję pozostałości po moich krewnych.... Miałem mieszane uczucia.
Po dotarciu na posesję (Sawiak dojechał, my z żoną ostatnie 500 metrów pokonaliśmy pieszo - nasze auto to nie czołg) grupa Sawiaka przystąpiła do..... dopijania ostatnich kilku butelek piwa. Kiedy zobaczyłem, że na koniec tak zwany hrabia odkorkowuje wino - nie wytrzymałem. Powiedziałem - won pijaku z mojej posesji.
Sawiak od razu wstawił się za nim i powiedział - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - a do reszty -wypie....lamy , nic tu po nas.Wychodząc Sawiak rzucił wymownie swoją butelkę w krzaki i powiedział -  hu...mi nie jesteśmy,  szukaj śmieci w tym miejscu, reszta poza posesją jest nasza - pół na pół.
Olśnienie? W tym miejscu zawsze rosły róże, a ich zdziczały krzak jest, a raczej był tam do niedawna.
Czyżby był ,aż tak głupi, by zostawiać mnie sam na sam z tym co ukryli moi dziadkowie?
Tematów skarbowych osłuchałem się tyle, że spytałem go wprost - o co tu chodzi?
W odpowiedzi usłyszałem - ubrania, weki, pościel - pod krzakiem .
Spytałem się czy to wszystko ? Zaśmiał mi się w twarz - reszta miała być wedle umowy - połowa nasza , połowa wasza i nigdy się nie spotkaliśmy. Sam nigdy tego nie znajdziesz, a ja mogę poczekać nawet kilka lat, bo tematów mamy do wakacji aż nadto.
Tutaj nasze drogi rozeszły się na prawie rok czasu.
Oglądając ich filmy stwierdziłem, że lepsza połowa niż nic , nie mając pewności, czy może zostało do podziału nic, a moją połowę przepijają w tak zwanym "zamku" , zwłaszcza , że ich "hrabia" od jakiegoś czasu wozi się mercedesem . Zastanawiające nieprawdaż?
Spotkaliśmy się więc stosunkowo niedawno, tym razem ja bez żony, już na terenie posesji gdzie wykopałem jakieś zbutwiałe ręczniki i wekowane mięso . Skąd oni wiedzieli gdzie mam kopać i dlaczego sami nie kopali?
Na pewno nie przeczucie. Coraz bardziej byłem przekonany, że kierują się jakimś konsekwentnie realizowanym planem .
Kilka razy wspominali w rozmowie między sobą o jakimś brulionie, dało się wyczuć, że ilekroć o nim rozmawiają to między Janek a Karolem dochodzi do spieć.
Nie miałem pewności, czy czegoś jeszcze nie wykopali, Sawiak wciąż pytał o zdjęcia domu po jakim są już tylko fundamenty . Nie miałem zdjęć, ale opisałem mu jak wyglądał. Wciąż wypytywał na którą stronę były okna od kuchni. Kiedy im powiedziałem przestali zadawać pytania. Spojrzeli w kierunku pewnej górki.
Tak więc Karol, Jan zwany "Hrabią", Marcin i ja wsiedliśmy do Nissana i pojechaliśmy...do lasu.  Tym razem nie było z nimi Pani Izy , a szkoda, może była by bardziej honorowa od nich.
Spytałem się - to nie szukamy na posesji ?
W odpowiedzi otrzymałem - Twój dziadek nie był tak głupi jak Ty, żeby chować w miejscu gdzie Ty byś szukał.
Górek w okolicy były trzy, a oni w niepewne tematy nie wchodzą jak mówili i nie lubią chodzić po próżnicy.
Już po czasie dowiedziałem się o metodyce chowania, że z dala od domu, ale na oku.
Jak łatwo się domyślić nie znaleźliśmy tego czego szukaliśmy w pierwszy dzień. Znaleźliśmy w następny.
Powodem dla którego to opisuję jest niehonorowa postawa szabrunkowej grupy Pana Sawiaka.
Mieliśmy podzielić się wedle umowy połowę dla mnie , połowę dla nich.
Dostałem z wielką łaską 1/3 i album poza trzema zdjęciami, , jakie Sawiak sobie przywłaszczył - były na nich widoki więc jakoś przebolałem , za to niby, że rzekomo wyrzuciłem ich rok temu z posesji , za to, że znaleźli depozyt poza moją posesją i za to, że chciałem ich tym samym wykręcić . Z tej 1/3 kazali mi jeszcze odjąć "za paliwo i inne koszta tego że przyjechali" .
Za tę 1/3 zrobiłem elewację w swoim domu, starczyło jeszcze na remont pokoju dla córki.
Zapewne 2/3 tego co znaleźliśmy nie poszły na remont zamku, szczytny cel itd . Łup podzielili, nie przepraszam - rozszarpali między siebie , prym wiódł samozwańczy "Hrabia" rozdzielając cenne przedmioty wśród swoich kolegów wedle uznania , mniej więcej każdemu po równo, a sobie najrówniej. Wracając nie omieszkali zatrzymać się pod sklepem w Tompadłach, zakupić większą ilość alkoholu i prawie wszystką kiełbasę co wywołało małą sprzeczkę z ludźmi w kolejce .
Nie powiem - ubaw czasami z nich był przedni,poczułem się chwilami jakbym znowu miał 30 lat, typowe rzezimieszki, bardzo skuteczni w tym co robią i pewni siebie. Kto wejdzie im w drogę po pewnym czasie odpuszcza, a jak nie odpuści to i tak go ominą i zrobią swoje tyle, że po cichu.
Ostatecznie jednak ostrzegam wszystkich - to typowi krętacze , a wszystko co robią robią z prymitywnych pobudek. Nie publikują nawet 1/10 z tego co robią i odkopują, karmią Was jakimiś filmikami z chodzenia po lesie , palenia ognisk i smażenia kiełbasy, dlaczego nigdy nie pokażą co odkopali, albo samego kopania lub zasypywania dziur? To przyznam - maskują ślady swojej działalności bezbłędnie.
Chyba ich hobby to nie chodzenie po lesie w stroju maskującym kilka dni w jednym rejonie i podziwianie okoliczności przyrody?
Co najgorsze mają jakiś spis gospodarstw i niemieckie plany - w ciemno nie chodzą, bo w dzień kiedy znaleźliśmy depozyt moje rodziny poszli z samymi łopatami i łomem.
Na pewno nie pojadę z nimi na wycieczkę bo mam niesmak w stosunku do nich.
Z tego co wiem, nie jestem jedynym z potomków niemieckich rodzin, z jakim współpracowali, działa z nimi skorumpowana osoba związana z potomkami dawnych mieszkańców tych ziem, która wykonuje dla nich tłumaczenia i ma udział w tym co robią, czyli też udział w zyskach.
Niedawno dzwoniąc do nich chciałem odkupić kilka wartościowych przedmiotów, jakie dane mi było tylko pooglądać (nawet nie wziąść do ręki) ale stwierdzili lakonicznie, że nie posiadają takowych, a nawet jeśli posiadali to już i tak nie posiadają , bo remontują zamek, a resztę przeznaczają na tak zwaną "działalność eksploracyjną" .. (Remontują ten sam zamek co co roku jest w jeszcze gorszym stanie ).
Co zaś tyczy się samego Pana Jana"Hrabiego"  to mimo, że jego rodzina ma korzenie szlacheckie, to na pewno nie przynosi on jej chluby działając w bandzie, która niczym nie różni się od szabrowników, tyle, że jest od nich lepiej zorganizowana i przebiegła. Z całą odpowiedzialnością mogę nazwać ich ostatnimi szabrownikami Dolnego Śląska i chwastami tej ziemii.
Co najgorsze działa z nimi kilka osób miejscowych, a wygadali się wieczorem przy piecu zwanym kominkiem, któremu bliżej do wędzarni i śmiejąc się że w czasopismach branżowych to redaktorzy bzdety piszą i stare hełmy pokazują , a prawdziwe skarby idą bokiem, więc jak wspomniałem wszystko wiedzą na czas i są dobrze zorientowani w tym co robią, a w terenie poza ścieżkami poruszają się bezbłędnie z racji tego że kilku z nich jak wywnioskowałem z rozmów tropi zwierzęta ( kłusują?, stosują też pewne techniki taktyki wojskowej podczas przemieszczania się  czego mnie też uczyli jak byłem z nimi (co najpierw wydało mi się śmieszne, a potem jednak zauważyłem w tej konsekwentności działania sens). Wśród nich jest jeden zawodowy żołnierz, zaś większość jest "po wojsku" i to nie takim gdzie się zamiata i nic nie robi tylko takim prawdziwym starej daty, są wysportowani i sprawni fizycznie, poza tym dobrze wyposażeni i kiedy działają zawsze ktoś stoi z daleka na czujce i obserwuje teren z lornetką, lub noktowizorem) .
Nie zawsze też chodzą w panterkach, czasami udają i wyglądają jak zwykli turyści , wówczas nie idą razem a w sporych odstępach jakby się nie znali, a innym razem idą na wydrę i wcale nie kryją się z tym co robią. Wszystko zależy co i gdzie robią i z tego co wiem ich herszt tą działalnością został zaszczepiony przez swojego wujka , bo mało kto wie, ale on pochodzi też z tych okolic, tylko w wieku kilkunastu lat wyjechał studiować geodezję i kartografię (nigdy jednak nie widziałem u niego mapy, tylko sam kompas co też jest dziwne bo porusza się po terenie nawet w nocy jakby był u siebie), zresztą cała ich grupa po lesie przemieszcza się niczym duchy. Co też zauważyłem, kiedy chodziliśmy po lesie nigdy nie pozostawiali mnie samego - jakby mnie pilnowali co robię." (...)

To tyle z "kopiuj -wklej" z pewnego forum , resztę skasował admin w trosce o dobro pewnego urzędnika wmieszanego w całą sytuację i gdzie przedstawiono jego działania w niekorzystnym, acz prawdziwym świetle  ,a opowieść miała ciąg dalszy, szkoda ....

9 komentarzy:

  1. Marcin Naskręt9 grudnia 2013 08:37

    Gratuluje Karol! Wszak to miód dla uszu pomijając pewne uprzedzenia sołtysa wynikające zapewne ze zwykłej chciwości ;) Kunszt w każdej postaci należy doceniać. Pozdrawiam całą ekipe ZGE i życze kolejnych spektakularnych sukcesów !

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja postaram się rozwiązać zagadkę tej historii... przemiłów???

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego sądzisz, że Przemiłów?

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałem całość na innym forum przed skasowaniem. Chyba chodziło tam o znalezienie jakichś obrączek i sygnetów, niektóre z grawerką i wyszło, że potomkowie tych ludzi żyją. Coś było że w jaki sposób ten co schował wszedł w posiadanie tych rzeczy, jakie pochodziły od rannych znajdujących się w prowizorycznym szpitalu polowym. Lepsze coś niż nic, bez pomocy tej grupy facet nic by nie znalazł, a za darmo przecież szukać nie będa, to nie Caritas, a grupa poszukiwawcza, są koszty, paliwo, stracony czas.Kiedyś z nimi byłem na wyprawie podczas Harmonii Kosmosu i było ciekawie, ale co nachodziliśmy się to tylko wiedzą te osoby co były. Jan ze zmęczenia na postoju zasnął na siedząco . Antek

    OdpowiedzUsuń
  5. A Caritas to myślisz, że za darmo? O ile się nie mylę 7% pobiera. Poza tym przecież to wyraźna ściema.. wszak w ostatnim filmie wyraźnie powiedziane, że na wyprawach jest zakaz spożywania alkoholu.:)

    OdpowiedzUsuń
  6. No ale to jak to w końcu z wami jest? Przywłaszczacie sobie te znaleziska, czy nie? Napiszcie wprost. Przyznam szczerze, ze początkowo z zaciekawieniem obejrzałem kilka filmów na YT, ale załamałem się tą wielką radością z dewastacji ściany pokrytej starymi gazetami i rozdawaniem sobie kawałków podczas jakiegoś ze spotkań, firmowanych przez NTV. To o to tu chodzi? Mieć radość, że "jesteśmy pierwsi" i zadeptać co się da? Niszczycie nie tylko pozostałości, ale przede wszystkim niszczycie samą ideę eksploracji, życia w zgodzie z naturą i szacunkiem wobec tych, którzy zamieszkiwali tu przed wami. Mogę tylko żałować że Polska jest tak słabym krajem, tak słabo rządzonym, że grupa niedouczonych wyrośniętych chłopców może robić co chce, dokonując dewastacji, wykopując i przywłaszczając (a więc kradnąc) nie swoje. Bo to, żeś chłopie coś wykopał, nie znaczy, że należy do ciebie. Nie uczyła cię mama takich rzeczy, jak byłeś mały?

    OdpowiedzUsuń
  7. Proszę się nie emocjonować podartymi gazetami służącymi jako podkład pod tapetę. Jest tego sporo i żadne muzeum, ani kolekcjoner nie jest tym zainteresowany, poza laikami, którzy nigdy nic nie znaleźli i zazdroszczą innym tego typu ciekawostek. Jedź do pierwszej lepszej poniemieckiej chaty w trakcie rozbiórki i sobie narwiesz gazet do woli. co do dewastacji ściany - już jest zdewastowana, zawaliła się podczas większej katastrofy budowlanej w nieużytkowanym skrzydle zamku. Pretensje - konserwator zabytków, a nie grupa jaka to pokazała. Co do Polski - nie jest słabym krajem - Pan jest słaby w swoich osądach. Co do przywłaszczania sobie znalezisk - minął się Pan z prawdą - wszak sam na filmie Pan zauważył, że wszystkie te gazety - rozdaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Generalnie pan S i jego super grupa(szabrownikow pijaczkow) majaca nomen omen jakas tam wiedze, sobie juz uzbierali...slupow jest do syta i to nawet lokalnych czerpiacych z tego kozysci, teraz ''my'' czekamy na najlepszy moment, a zaboli bardzo bo finansowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i jeszcze sobie wmawiaj że jesteś anonimowy . Słupem to ty dostaniesz po jajkach.

      Usuń