Ślęża - podziemna fabryka części do samolotów.

Jako, że nie od dzisiaj wiadomo że nasza działalność na Ślęży skupia się wokół dwóch grubych tematów - podziemne obiekty pozostawione pozostawione po opuszczeniu Ślęży przez jednostki niemieckie wrócę do tematu jaki szczątkowo przebija się między tym co publikujemy.

 Do napisania postu skłonił mnie jeden z wielu e-maili jakie dostaję odnośnie podziemnej fabryki na Ślęży .
Głównie dzięki pomocy lokalnych informatorów, rozmów z członkami innych grup poszukiwawczych, starymi mieszkańcami okolic Ślęży jak również nieznajomych ludzi z sieci udało nam się rok temu wytypować obszar na jakim z dość dużym prawdopodobieństwem mogą znajdować się odstrzelone wejścia do podziemnej fabryki, jednak najdokładniejsze informacje posiadała pewna dziennikarka z Wrocławia, co w połączeniu z kilkoma patrolami w terenie dało zaskakujące rezultaty. Problemem nie jest już znalezienie obiektu, ale pytanie - jak do niego się dostać.
Ze sprawdzonych informacji z dużym prawdopodobieństwem mogę przypuszczać, że obiekty były dwa - stąd prośba - jeżeli ktokolwiek dysponuje informacjami mogącymi przyczynić się do zlokalizowania infrastruktury, elementów technicznych, lub samego obiektu - będziemy wdzięczni.
 Jedno jest pewne - wszelkie informacje o położeniu takiego obiektu  należy po jego eksploracji upublicznić.Po co? Mamy w tym swój pewien cel i to niech on pozostanie na razie naszą tajemnicą.
Pewną wskazówką przy szukaniu lokalizacji drugiego podziemnego obiektu może być lokalizacja miejsca z którego wypływają po deszczach gumowe uszczelki-oringi z tym, że wiele osób  te miejsce opisuje, ale samych uszczelek nigdy nie znaleźliśmy.
By było ciekawiej informacja ta nabrała miana legendy - jedni opisują to miejsce w rejonie Walońskiej Groty, inni kojarzą je ze Zbójecką Pieczarą i Skałami Władysława, a jeszcze inni z okolicami Świętego Źródełka.
Tutaj również ukłon w stronę czytelników - za wskazanie miejsca z oringami - nagroda.




 Teraz troszkę historii.
 Dnia 17 stycznia 1945r. grupa zolnerzy SS w ilosci 12 os, (w skladzie nie było żołnierzy szeregowych) zlikwidowala wejscia do fabryki, sile robocza stanowiła spora ilość wieźniow obozu pracy, miedzy innymi w tym czasie zatarto slady oraz zlikwidowano oboz pracy Tampadel.
Faktem jest, że w Michał Lekan - Polak w Armii Czerwonej - został ranny przy zdobywaniu podziemnej fabryki lotniczej w rejonie góry Ślęży, silnie obsadzonej przez Wermacht.

W latach 80tych miała miejsce państwowa akcja eksploracyjna na Ślęży.
Wydaje się, że sprawcą zamieszania był niejaki Marian Orłowski z Głogowa. W swym liście skierowanym zarówno do TVP jak i ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza, relacjonował swoje wyprawy na szczyt Ślęży, które odbywał w 1946 roku. Wskazywał okoliczności i miejsce prawdopodobnego ukrycia przez Niemców znacznych dóbr. Na podstawie zebranych relacji autochtonów oraz własnych obserwacji ustalił uznaną najwyraźniej, za dość wiarygodną wersję wydarzeń jaka miała miejsce na Ślęży na przełomie 1944 i 1945 roku. Na tyle wiarygodną, że premier wydał polecenie dokładniejszego zbadania tej sprawy. Zadanie to realizowane było przez Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu przy współpracy z Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich. List Orłowskiego nie był oczywiście jedynym źródłem na jakim wówczas się oparto, uzupełnieniem były materiały gromadzone przez Służbę Bezpieczeństwa. Do dyspozycji ekipy został oddany dźwig, saperzy oraz specjalistyczny sprzęt pomiarowy. Według raportu końcowego, akcja zakończyła się niepowodzeniem. Chociaż urządzenie wykazało pewne anomalie, nie było jednak możliwości technicznych weryfikacji odczytu. Prace zostały przerwane nagle, a oficjalną przyczyną były niesprzyjające warunki pogodowe. Mimo to, w tym samym roku podobne akcje ponawiano kilkakrotnie m.in. z inicjatywy wspomnianego już mjr SB Stanisława Siorka, przy udziale Wojewódzkiego Ośrodka Archeologiczno--Konserwatorskiego i z wykorzystaniem aparatury Zakładów Badawczo Projektowych Miedzi „Cuprum" oraz Wojskowego Instytutu Techniki Inżynieryjnej. Mimo uzyskania ciekawych wyników, ryzyko błędu w interpretacji badania było zbyt wysokie ze względu na niekorzystne oddziaływanie nadajnika telewizyjnego umieszczonego na szczycie Ślęży. W czerwcu 1981 roku do działania przystąpiła wspomniana już ekipa MON i WSW. Wojskowi idą po przetartych już tropach przez swych poprzedników, na których wynikach zresztą bazują. Szczegóły podjętych działań w tym wypadku są jednak niedostępne i nikt nie wie, czy czasem w podziemnych sztolniach nie leżą rozstrzelani przez Niemców więźniowie w pasiakach, czy niemieccy żołnierze zastrzeleni przez Rosjan.
 Stanisław Siorek, nieżyjący już funkcjonariusz SB, który wiele lat poświęcił na tropienie poniemieckich depozytów, twierdził że w latach 70. enerdowska STASI prowadziła jakieś badania na Ślęży.
Rejon w jakim prowadzono badania jest ciekawy o tyle, że znaleziono tam kilka lat wstecz szklane miny (glass mine).


 Nieoficjalnie wiadomo mi, że dowiercono się do pustki po kilkunastu metrach, jednak rozkaz z Warszawy brzmiał - natychmiast zakończyć badania.

Jest jeszcze jedna informacja dotycząca wierceń pod ujęcie wodne dla stacji TVna Ślęży. Przetarg wygrała  firma niemiecka. Ponoć sama dokumentacja wiercenia została utajniona na ich życzenie. Sprawa wierceń zawodą w rejonie szczytu takiej góry jak Ślęża jest zawsze bardzo pochyła, bo trzeba trafić na szczeliny wodonośne - a to nie zawsze wychodzi (przykładem jest nieudane wiercenie dla podobnej stacji TV pod szczytem Czarnej Góry w Masywie Śnieżnika). A ponoć ci Niemcy gwarantowali sukces. Powstać może zatem podejrzenie, że wiercenie na Ślęży trafiło w zawodnione zroby starej kopalni, dla której Niemcy mogli mieć szczegółową dokumentację. Należałoby jednak najpierw sprawdzić te pogłoski o tym wierceniu - czy rzeczywiście robiono tam jakieś tajności i czy dokumentacja jest swobodnie dostępna.


W 1995 roku w ramach akcji MAPu prowadziono poszukiwania na stokach Ślęży.Po odnalezieniu ewidentnie wysadzonego wjazdu do sztolni poszukiwania zostały wstrzymane a ludzie pukali się w głowę na same słowa "tu jest sztolnia".Zostaliśmy tam jeszcze półtorej godziny i muszę przyznać że miejsce jest obiecujące.Wykopaliśmy w zawale złączkę do szyn wąskotorowych,kable, a na placu przed wjazdem kilkanaście stalowych walców ośrednicy 10mm i długości około 10cm.Plac przed wjazdem był starannie utwardzony gruzem ceglanym i całymi cegłami.I tu mam pytanie:czy ktoś próbował szukać w tym miejscu (północno-zachodnie zbocze,około w 1/4 może 1/5 wysokości-na pewno dość nisko, przed sadami jabłkowymi na stoku) bo jak mówi się powszechnie "na Ślęży nie ma znanych sztolni".

 Może to doda trochę do historii, jeśli powiem, że jakoś w sierpniu 2008 jeden Pan, który bardzo dobrze znał całą historię Ślęży, łącznie z legendami, Piotrem Włostem, znajomością teorii o tunelach itp itd, mówił mi o tym, że w okolicach Sadów nocamy słychać/czuć prace podziemne. Mnie na tyle przekonał, że gdy jednego dnia spędzałem noc na Ślęży, a dokładniej w okolicach parkingu, od strony Sobótki, to byłem wyczulony na wszelkie takie odgłosy, ale nic nie było. Aż do okolic północy, godziny pierwszej. A była to sobota na początku września. Wtedy to wyraźnie poczułem wstrząsy, głuche odgłosy i wibracje z ziemii na której siedziałem (dokładniej to na plecaku siedziałem by się nie przeziębić). Było to kilka wstrząsów w krótkim przedziale czasu i tyle. Moja dziewczyna, która była ze mną tak samo wyczuła te dudnienia spod ziemii. Nie robiły wrażenia bliskich,raczej odległych i wytłumionych, ale coś na pewno to było. Czy łączyć te "odgłosy" z pewną ekipą, które blisko trzy miesiące prowadziła prace eksploracyjne na Ślęży - nie wiem. Może dotarli do podziemnego obiektu i dalsze prace prowadzili "z rozmachem" metodami górniczymi?

Na koniec ciekawostka -na terenie bylego obozu kazni w Tapadlach nie ma nawet tablicy upamietniajacej smierc setek gornikow wycieczonych podczas eksploatacji tych zloz kopano za tymi metalami od 1941 roku . Geiersberg Schwarzenberg Engelsberg i.......... TO JEST TA WIELKA TAJEMNICA .. Tytan,chromit,wanad.. i w dupe z nim. mamy wolna europe i pierwsi inwestorzy są już chętni. Cierpliwość to złoto. Wydobycie blokuje położenie w parku krajobrazowym, ale patrząc co się dzieje w kwestii budowlanej w otulinie Ślęży sądzę, że będzie coraz gorzej jeśli chodzi o zachowanie tego zakątka w stanie naturalnym i przyroda ustąpi aglomeracji..


  Na koniec opowieść jakiej nie traktuję poważnie, a jaka często jest powielana:
Jest tam „wielka grota w kształcie jaja, ściany idealnie gładkie, a na środku wielki kryształ. Kształt i kolory jakby co chwilę się zmieniały. W części centralnej było coś na kształt swastyki - być może to był czarny wir, ale ja widziałem swastykę. Gdy nas tam przywieziono była wiosna. Ile czasu byłem pod ziemią nie wiem, moja skóra była szara, ręce od ciężkiej pracy wyglądały jak szpony. Co utkwiło mi w pamięci to zastrzyki, po których mogłem pracować bez przerwy i jedzenia, potem zapadałem w dziwny letarg, z którego wyrywały mnie owe zastrzyki. Jednak rysunki jakie malował i szkicował Rosjanin (nazywał się Zwiezdin) najbardziej utkwiły mi w pamięci. Rysował górę, na której pracowaliśmy, opowiadał o niej bez przerwy. Przed wojną był geologiem, zajmował się poszukiwaniem złóż żelaza, teraz jednak szukał innej rudy, takiej z której można wyprodukować super bombę. Lecz nie to go ożywiało najbardziej lecz wnętrze góry, był to ponoć nie wybuchły wulkan, a w jego wnętrzu znajdowały się naturalne groty, hale i chodniki. Niemcy znaleźli podziemne komnaty ogromnych rozmiarów, na jej środku stał wielki diament, źródło gigantycznej mocy, sam Himmler przyjechał aby go obejrzeć. Opowieści i rysunki tego Rosjanina wyryły się głęboko w mojej pamięci. Tuż przed wkroczeniem Rosjan, Zwiezdina wywieziono gdzieś w okolice Wałbrzycha. Ja natomiast jako elektryk, zostałem zabrany pod ziemię do części góry, której nie znałem. Mieliśmy wszystko demontować i zasypywać chodniki, które wcześniej drążyliśmy i wtedy widziałem diament pierwszy i ostatni raz - był piękny, taki jak opowiadał Zwiezdin, magiczny, mienił się wszystkimi kolorami tęczy, hipnotyzował - trwało to chwilę, lecz nigdy tego widoku nie zapomnę...
Od 70 lat szukam drogi prowadzącej do owej komory. To, co my zasypywaliśmy, próbowali odkopać Rosjanie, bezskutecznie, większość tuneli została wysadzona, nawet sama góra jakby starała się ukryć swą tajemnicę. Dziwne osuwiska ziemi samoczynnie zakryły nasze prace. Góra mruczy - mówili niektórzy, gdy w 1945 roku opuszczałem Ślężę, a góra faktycznie jakby drżała i odczuwalne były wstrząsy. Stary miejscowy Niemiec skomentował to tak - góra została okaleczona, teraz leczy swoje rany.
Coś w tym przekazie jest, faktycznie w miejscach, które odwiedzam regularnie rosną nowe kamienie. Są to te same kamienie, którymi zasypywaliśmy chodniki - one tam nie pasują i góra je oddaje.
Mam 86 lat, niewiele czasu mi już pozostało. Mieszkam od 20 lat we Wrocławiu, a pochodzę z Gdańska, jestem Kaszubem. Po wojnie próbowałem zapomnieć lecz bezskutecznie. Jakaś magnetyczna siła, jakiś zew mnie tu przywołuje. Nie tylko mnie, ostatnio spotykam tu wielu Niemców po 80. i starszych, wśród nich poznałem jednego z SSowców, wyglądał dokładnie jak 70 lat temu, był przewodnikiem, opowiadał im o źródle mocy, które jest we wnętrzu góry, o wiecznej młodości, władzy oraz sile jaką daje diament z wnętrza Góry.
 

Przy pisaniu posta wykorzystano częściowo zasoby  www.tropiciele-tajemnic.com
c.d.n.

25 komentarzy:

  1. Mała poprawka - w okolicy Tąpadeł eksploatowano chromit, nie rudy tytan. Mineralizacja ilmenitowa (FeTiO3) została na Ślęży odkryta w latach 80-tych i nie ma znaczenia złożowego złożowego - za niska koncentracja.

    Te kwietniowe brednie lepiej pominąć milczeniem, Ślęża nie ma nic współnego z wulkanami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Janie - zapewne masz rację, bo po fali zachwytu zainteresowanie tytanem na Ślęży spadło.
    Nie mniej zamieszczam stary artykuł.

    "Zagłębie tytanu w Ślęży - skrót artykułu z roku 1989 r.
    Sensacyjne odkrycie egipskiego doktoranta Zakładu Geologii Strukturalnej Uniwersytetu Wrocławskiego.

    To, że skały o nazwie gabro, z których w dużej części zbudowany jest masyw podwrocławskiej Ślęży, mogą zawierać tlenek tytanu, przypuszczali już Niemcy. Jego obecność w tym rejonie kraju potwierdziły także powojenne badania. Niewielu jednak spodziewało się, że jest go w okolicach Sobótki tak dużo. Prawdopodobnie jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie opłacalna byłaby eksploatacja na skalę przemysłową. Odkrycie, którego dokonał Mohamed A. Abdel Wahed, Egipcjanin, doktorant instytutu Nauk Geologicznych UWr., może więc być przełomowe.

    - Kiedy Mohamed przywiózł ze Ślęży próbki, początkowo nie chciałem wierzyć. Oddaliśmy je do naszego laboratorium chemicznego. Po kilku badaniach okazało się, że jest w nich tytanu od metra - mówi prof. Michał Mierzejewski i Zakładu Geologii Strukturalnej UWr., opiekun naukowy egipskiego doktoranta. -Okazało się, że tlenek tytanu, z którego pozyskuje się ten pierwiastek, stanowi ponad jedną dwudziestą masy skały. Pojechaliśmy razem na miejsce. Pobraliśmy kolejne próbki i wynik był taki sam. To jest naprawdę poważna ilość. Mohamed, po obronie magisterium na uniwersytecie w Tanta, w delcie Nilu, jesienią ubiegłego roku przyjechał do Polski na studia doktoranckie. Jego zadaniem było przeprowadzenie inwentaryzacji struktur geologicznych Masywu Ślęży. Przed miesiącem razem z kolegą z Egiptu penetrowaliśmy jedno ze zboczy góry, w pewnym momencie zauważyliśmy skałę, młotkiem odbiłem próbkę, przyjrzałem się i rozpoznałem kryształki rutylu, czyli tlenku tytanu, z którego wyodrębnia się czysty tytan - wspomina sympatyczny Egipcjanin. - Wziąłem więcej próbek do badań w instytucie. O wynikach mówił już profesor.

    Obrazek

    Wcześniej tezy o występowaniu w stokach Ślęży tytanu stawiał na przełomie lat 60. i 70. wrocławski naukowiec prof. Alfred Majerowicz. Również w drugiej połowie lat 80. do podobnych wniosków doszedł zespół pracujący pod kierunkiem dr. Leszka Jamrozika z UWr. Obecność tytanu stwierdzono w rejonie Strzegomia. Pojawiło się kilka publikacji na ten temat jednak potem sprawa ucichła. Mohamed natrafił jednak na złoże w innym miejscu.W ubiegłym roku Amerykanie podpisali z rządem Ukrainy kontrakt na dostawę 40 tyś. ton tlenku tytanu. To był naprawdę wielki kontrakt - mówi prof. Mierzejewski. -Ale przy tej zawartości tytanu, jaka jest w skałach Ślęży, przy prawdopodobnej wielkości złoża, to był drobiazg.

    W rzeczywistości nie wiadomo jeszcze, jak duże jest ślężańskie złoże. Zdaniem moich rozmówców ma ono kilkadziesiąt metrów szerokości i co najmniej kilkaset długości. Nie wiadomo też, jak głęboko sięga. W Polsce stwierdzono obecność tytanu w rejonach północno-wschodnich. Zalega on jednak na głębokościach przekraczających 600 metrów, pod skałami nasączonymi wodą lub wręcz po jeziorami. Jego eksploatacja jest zupełnie nieopłacalna. Na świecie tytan wydobywa się głównie w Norwegii, Australii, Kanadzie i na Ukrainie.

    W tej chwili trudno przewidzieć, jakie będą losy ślężańskiego złoża tytanu. Leży on na terenie Parku Krajobrazowego, chronionego przez prawo. Prof. Mierzejewski żartuje, że gdyby miał pieniądze to wykupiłby to złoże, zbudował niewielką kopalnię odkrywkową i zaczął ją eksploatować. Ale takich pieniedzy nie ma. Trudno powiedzieć, co dalej. Myślę, że w przyszłości nasz kraj będzie potrzebował tego tytanu...

    Tekst .: Cezary Trytko "

    OdpowiedzUsuń
  3. PS. Na Ślęży tytan zalega w warstwach powierzchniowych - max 10-15metrów. Czy już w czasie wojny interesowali się nim Niemcy - nie wiadomo. Jest kilka ciekawych miejsc na zachodnim zboczu, ale zbyt oczywistych i widocznych , jeśli obiekt miał być zamaskowany to ja obstawiam fabrykę na zboczu wschodnim - wszelkie poszlaki wskazują na ten rejon. To tyle co mogę oficjalnie napisać na publicznym forum.
    Co do chromitu pod Radunią i Czernicą - czyli rudy chromu - jak wiadomo ta gałąź metalurgii podlegała pod zbrojeniówkę - chrom służył do powlekania przewodów luf zmniejszając tarcie i zwiększając ich żywotność.
    Pepeszki miały przewód lufy na ten przykład powleczony chromem technicznym, nie licząc tych z późnego okresu produkcji, gdzie lufy robili z luf mosinowych.
    Co do wulkanów - oczywista oczywistość. Wygasłe wulkany prędzej odnajdziemy w Górach Kaczawskich.
    Ostatnią opowieść zamieściłem jako "folklor" , wszelkie inne brednie o Bonifacym i seansach henelingowych Lucyny Łoboz można umieścić w kategorii "przypadki polskiej psychiatrii".

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaraz napiszę coś odnośnie DarkowoKwietniowych wersji - może zbieg okoliczności, lub ktoś gdzieś słyszał i zrobił z tego swoją wersję fantazji:
    To, że Niemcy dla pilotów, czołgistów i jednostek specjalnych mieli czekoladę wzmacniającą z dodatkiem amfetaminy, PERVITIN, czy D-IX to wiadomo nie od dzisiaj.
    Znalazłem jednak coś co jest nieco zbieżne z Darkową "atramentyzacją rtęci" i niebieskimi zastrzykami.
    "
    Z – Stoff i Y - Stoff

    Naukowcy niemieccy od lat starali się znaleźć lek, który w skuteczny sposób pozwoliłby dłużej utrzymać żołnierza przy życiu, a przy tym dawałoby się go zaaplikować nawet w środku walki. Po długich badaniach stworzono dwa środki, które w teorii pozwalają przywrócić człowieka do życia nawet wtedy, gdy jedną nogą stoi już w piekle.
    Z-Stoff to substancja spowalniająca metabolizm ciała. Obniża jego temperaturę i zmniejsza puls. Zwiększona zostaja produkcja płytek krwi, które hamują krwotoki. Jak tylko żółtawy płyn ze strzykawaki rozejdzie się po organizmie, człowiek zasypia błogim snem. W tym stanie może znacznie dłużej utrzymać się przy życiu, gdyż następuje szybkie zmniejszenie ubytku krwi. W śpiączce łatwiej jest go również przetransportować do szpitala polowego, gdzie specjaliści mogą zająć się dalszym leczeniem.

    Y-Stoff ma natomiast inne zadanie. Niebieska substancja kryjąca się w strzykawce ma przede wszystkim szybko przywrócić ciężko rannych do stanu używalności. Dzięki niej przyspiesza się gojenie ran, a żołnierz jest zdolny do ciężkiego wysiłku nawet mimo urwanej nogi, albo innych poważnych problemów z integralnością własnego ciała. Potem najczęściej w wyniku wykrwawienia osoba pod działaniem medykamentu odchodzi z tego świata. Y-Stoff w założeniu ma być podawany w sytuacjach, gdy każdy człowiek jest na wagę złota i nie ma możliwości hospitalizacji rannego. Generałowie uważają, że w takiej sytuacji ciężko ranny żołnierz i tak umrze, więc przed tym niech jeszcze ma chwilę na zemstę na wrogach.
    Jak na razie zarówno Z jak i Y - Stoff pozostają w fazie testów. Jeden transport trafił do Ameryki, gdzie rozesłano go po szpitalach 3. dywizji Strzelców Bawarskich, w której ma być sprawdzone ich działanie w warunkach polowych. Chodzą jednak pogłoski, że kilka palet zostało skradzionych z magazynu w Nowym Yorku, tuż po tym jak wyładowano ładunek ze statku."

    Nie ciekawe? Nie sadzę jednak by miało to coś wspólnego z tym co lansuje Dariusz, po prostu jest to zbieg okoliczności.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Jeden transport trafił do Ameryki, gdzie rozesłano go po szpitalach 3. dywizji Strzelców Bawarskich, w której ma być sprawdzone ich działanie w warunkach polowych."

    To chyba w jakimś alternatywnym wszechświecie. W naszym niemieckie dywizje nie stacjonowały w Ameryce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Artykuł o "Zagłębiu tytanu" wywołał niezły ubaw w środowisku. Dla niewtajemniczonych - dr Mierzejewski jest znany z takich "odkryć". Kiedyś odkrył "strukturę koncentryczną" i "złoże cyny" w Jakuszycach. Udało mu się przekonać odpowiednie czynniki, wykonano wiercenie (1000 m pełnego rdzenia w litym granicie!) - i nic, analizy nie wykazały żadnej mineralizacji złożowej. A rdzeń później przepadł...

    OdpowiedzUsuń
  7. "dlaczego więc z takim wielkim sceptycyzmem podchodzicie do Darka opowieści ? "

    Klikam w ostatni wpis, i co tam mamy - kryształowe trumny, imię ostatniego Antychrysta... Dalej nie ogladałem, szkoda czasu. Pamiętam jak bredził o rzeźbach z basenu na Tatralnej - trzeba przyznać, że ma dar wymyślania dowolnych bzdur na każdy temat. Ale czasem ktoś powie "sprawdzam"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli to przytyk pod moim adresem, to wyjaśniam - tak się składa, że urodziłem się i wychowałem w "cieniu Riese", moja świętej pamięci Ciotka była autochtonką, mam też rodzinę w Sobótce. Zweryfikowałem negatywnie wiele opowieści "pana Darka", nie wiem czy kłamie on z premedytacją czy cierpi na mitomanię, po prosto szkoda mi czasu na jego opowieści. Po odsianiu bzdur niczego w nich nie ma.

      Usuń
    2. http://riesetruppe.blogspot.com/2014/01/post-scriptum-oswiadczenie.html

      Bez komentarza...

      Usuń
    3. Jan, szkoda pisać, a denerwować się nie ma co.Mitomania. Co innego ubarwić opowieść by trzymała się kupy i ciekawie się słuchało, a co innego z premedytacją mówić bzdury.
      Jest jedna zasada - pisać prawdę i opisywać tylko to co naprawdę się odkryło, dotknęło, widziało. Wówczas sensacji jest o wiele mniej, ale są one mocne, a autor wiarygodny. Tą zasadą kieruję się na swojej stronie, nie licząc wpisów, kiedy zaznaczam, że cytuję kogoś jak z opisem "podziemnej komory".

      Usuń
  8. Do opowieści Darka nie podchodzimy ze sceptycyzmem, czy entuzjazmem, Generalnie nie podchodzimy wcale do opowieści "jakie w pale się nie mieszczą" ;-) bo szkoda na takowe czasu. Jest kilka fajnych tematów jakie miał Darek i sprawdzonych, ale nie tak sensacyjnych jak opowieści dziwnej treści.
    Ciekawym miejscem był kościół wykuty w skale w okolicy Kudowy, a może raczej "tzw. leśny sąd" ? , co do hipotez czym on był - nie komentuję ;-). Generalnie w Riese jest taki tłok i tylu "znawców", że trzymamy się od tego tematu z daleka. Dziubiemy Ślężę w wolnych chwilach, jak również działamy lokalnie. Z naszych działań lokalnych nigdy nie było i nie będzie żadnych publikacji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dorota. Ostatnia opowieść nie jest opowieścią Darka, może słyszałaś ją w wykonaniu Dariusza, ale pochodzi z jakiegoś forum ludzi "nawiedzonych" - to po pierwsze.
    Po drugie na naszej stronie ani razu nikt z grupy ZGE nie przywoływał opowieści Darka ani w postach ani w komentarzach poza jedynym przypadkiem o jakim poniżej. W każdym innym przypadku jeśli zaś ktoś pisał coś o Darku i jego teoriach w komentarzach to nikt z naszej grupy.
    Jedyny wyjątek stanowi mój komentarz odnośnie Pervitinu i innych substancji psychoaktywnych podawanych żołnierzom na polu walki.
    Tak więc stwierdzenie "systematycznie" mija się ze stanem faktycznym i w tym przypadku jest nieprawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Witam Panie Karolu.
    Waszą stronę obserwuję od niemal samego początku, poznaliśmy się też kiedyś w Sobótce , ale nie wiem czy Pan będzie pamiętał (siwy turysta z kijkami - żartowaliście sobie gdzie mam narty ).
    Nie musicie płacić żadnych pieniędzy za informację odnośnie fabryki pod Ślężą, ale o tym później.
    Osoba jaka chce tylko 5 tysięcy za taką informację daje tym samym dowód, że wewnątrz nie ma nic wartościowego. Gdyby coś tam było to cena była by o kilka zer wyższa, a najprawdopodobniej nie było by żadnej ceny bo wartościowe rzeczy były by już w posiadaniu tejże osoby i nie było by żadnego listu do Pana - tak więc nie dajcie się wyprowadzić w pole.
    Od swojego ojca wiem o podziemnym kompleksie pod górą, ojciec mój Ś.P. kiedyś pokazywał mi pewne miejsce, próbował tam dostać się, ale czasy były takie, że lepiej było nie wiedzieć za dużo i za dużo nie mówić. Mam nadzieję, że rozumie Pan o czym pisze. Ja tej tajemnicy nie już rozwikłam bo mam swoje lata, a do grobu zabierać jej nie chcę. Jesteście młodzi i butni - zazdroszczę Wam, kiedyś byłem taki szalony jak Wy - kiedy będziecie w okolicy - zapraszam do mnie na kawę - jeśli będziecie zainteresowani to zrobimy sobie małą wycieczkę - pokażę Wam to miejsce jakiego szukacie. Bez żadnych warunków, bez pieniędzy, zupełnie za darmo.
    No może Panie Karolu będzie jeden warunek - odszukacie dla mnie jedną rzecz w moim ogrodzie.
    Trzymam za Pana grupę kciuki i życzę powodzenia w nadchodzącym roku.
    Mój adres jozef_wp@wp.pl - czekam na kontakt.

    OdpowiedzUsuń
  13. Podziemny zakład znajdował się w kopalni magnezytu ''Elsa'' w Sobótce. Powierzchnie 6000m kw. wykorzystywała Firma Krupp produkująca wały korbowe do silników lotniczych.W Sobótce - Strzeblowie na powierzchni 2000-2800m kw. firma ''Famo'' produkowała w głębinowej kopalni magnezytu/szyby ''Foka'' i ''Ewa''/koła zębate i części do skrzyn biegów. W w/w zakładach pracę wstrzymano 5 stycznia 1945 roku.Taki opis można było odczytać w dostępnym zbiorze dokumentów III Rzeszy w Archiwum w Koblencji.

    OdpowiedzUsuń
  14. Rejon położenia fabryki jest przez nas wytypowany z dokładnością +- 200 metrów - na wiosnę jest to tylko kwestia sprawdzenia. Czy będziemy tam wchodzić? Park maszynowy w sumie nas nie interesuje, lecz jeśli nakłady pracy nie będą zbyt wielkie - wszystko możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kilka informacji i poszlak podsuwa nam A.F.

    "Masyw samej Ślęzy to bardzo dobry temat, ale też niezwykle trudny. Trudny pod względem rozpoznania geologicznego, jaki rozpoznania geofizycznego za pomocą elektronicznej aparatury którą zakłócają silne nadajniki na szczycie góry. Teren monitorowany, pod opieką konserwatora przyrody i konserwatora zabytków. Żeby tam działać musisz mieć mocny zespół, inaczej sobie odpuść. Ostatnio działała tam bardzo mocna ekipa, która pod płaszczykiem sekty katolickiej i pod opieką Uniwersytetu Wrocławskiego za pieniądze darczyńców, rozpieprzyła cały kościółek na górze. Tak że dziś grozi on zawaleniem, a na jego remont brak środków. Powstała nowa fundacja, która zbiera kasę na ponowną renowację. Ostatni kapitalny remont kościółek przeszedł w 2002, przed wejściem na obiekt fundacji Cheops i wrocławskich archeologów. Muszę przyznać że pomysł mieli zajebisty na rozkopanie kościoła.

    Czynniki sprzyjające poszukiwaniom to kilkanaście teczek dokumentów, raportów, donosów, przesłuchań UBP, SB, MSW dotyczących tej góry. Na tej górze szukali wszyscy przez kilkanaście lat i nie na podstawie jakiegoś śmiesznego planiku radiestety więc możesz i ty.

    Produkcja czołgów w kopalni magnezytu nikogo z tych zespołów nie interesowała. Mimo że w samej kopalni magnezytu był równierz depozyt właściciela kopalni, który prawdopodobnie został zlikwidowany już w 1945. Na podstawie donosu z 1949, nijakiego Borkowskiego roku nasze służby weszły do tej skrytki, ale była już opróżniona. Zostały tylko zbutwiałe dywany i skorupy potłuczonej porcelany. Prawdopodobnie została opróżniona też skrytka na strychu kościoła. Pracownik resortu podczas penetracji kościoła i piwnic schroniska, zastał tam w części zerwane deski podłogowe i w wielu miejscach ślady penetracji. Pod szczytem góry był zamaskowany bunkier dla silnej radiostacji werwolfu, ponoć zapewniającej łączność nawet z Austrią. W majątku Górka znaleziono w styczniu 1948 zabytkową broń skałkową znacznej wartości. Jedną sztukę przekazano w październiku do Muzeum Wojska Polskiego, resztę przekazano do Wydziału Handlu celem odsprzedaży. Mogła to być część większej kolekcji np. pochodzącej z nie odkrytej składnicy Grundmana.
    Jednak najciekawsze sprawy wiążą się z pracami ziemnymi prowadzonymi na zalesionych stokach Ślęzy. O rozmachu tych prac niech świadczy fakt ściągnięcia 1,5 km torowisk i rozjazdów z zachodnich zboczy Ślęży w 1948 r.

    W 1982, wiosną na Ślęży poszukiwania prowadził grupa resortowa SB i WSW pod kierownictwem płk Czesława Sochala. Do grupy oddelegowano Siorka za zgodą szefostwa SB KW MO w Wrocławiu. Do zespołu oddelegowano również 10 żołnierzy z Bolesławca.

    1980 czerwiec badania elektrooporowe przeprowadził Kaletyn dla poszukiwań prowadzonych z ramienia Urzędu Wojewódzkiego.

    W 1979 ówczesny premier Jaroszewicz zainteresował się górą, to z jego inicjatywy przesłuchiwano M. Orłowskiego, który mieszkał w okolicy Ślęży od 1945 i weryfikowano jego spostrzeżenia przedstawione w liście do TV.

    W tym że roku poszukiwań depozytów na Ślęży podjęła się OKBZH i Wydział Kultury i Sztuki urzędu wojewódzkiego. Poszukiwania trwały dwa lata, na podstawie notatki Bronisławy Fijałkowskiej.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. c.d. W 1979 WSW i SB na podstawie wyników prac zespołu wojewódzkiego utworzonego z inicjatywy OKBZH weszło i spenetrowało kryptę pod kościołem.

      W 1974 rozpoznanie na Ślęży i przesłuchania autochtonów przeprowadziły niemieckie służby – BND. I nie interesowały się wcale podziemną fabryką zbrojeniową, ale samą górą i jej zabezpieczeniem w czasie wojny.

      Zainteresowania polskich służb tą górką rozpoczęło się prawdopodobnie zaraz po jej rozminowaniu i opuszczeniu jej przez Rosjan. Pierwsze dokumenty polskie pochodzą z 1948.

      Rosjanie stacjonowali na Ślęzy jeszcze przynajmniej dwa razy.

      Myślę, że jak masz możliwości techniczne i zespół z jajami to nie odpuszczaj tej górce. Służby walczyły na niej do końca tj. do momentu ogłoszenia stanu wojennego. Raczej niczego nie wykopały, a podstawy aby tam szukać są obiecujące. Szczególnie zeznania autochtonów złożone w pierwszych latach po wojnie.

      Usuń
  16. Ktoś wie, gdzie w Tąpadłach był obóz (baraki) tych co kopali chromit?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był ;-), obecnie jest tam teren prywatny, ogrodzony. Na Lidarze widać zarysy fundamentów. Jeśli chcesz uzyskać jakiekolwiek informacje nigdy nie pisz z anonimowego konta.

      Usuń
    2. TĄPADŁA 21 TAM SĄ FUNDAMENTY PO BARAKACH.

      Usuń
  17. W Wierceniu za wodą dla stacji nadawczej na Ślęży mogła być użyta metoda szczelinowania znana od bardzo dawna, taki szczelinowanie robi się poprzez torpedowanie ścianek otworu ładunkami wybuchowymi, implozję pojemników próżniowych lub hydraulicznie. Przy użyciu odpowiednich materiałów nie wpływa to na jakość wody. Poprzez wytworzone szczenimy woda dopływa do otworu.

    Radiesteta dziwnie wskazał jako miejsca budowy tuneli część Ślęży gdzie występuje Granit. Mapa tutaj: http://igrek.amzp.pl/details.php?id=11771959

    Albo są tam tunele faktycznie (ale gdzie podział się urobek z ich drążenia ?) albo radiesteta reagował na różnicę gęstości skał. Granit ma ciężar właściwy około 2,30-2,75 grama/cm3 a gabro 2,7-3,1 grama/ cm3.

    Tytan ze Ślęży był by za drogi w eksploatacji. Żeby oddzielić minerały tytanowe od skały trzeba by wydobyć gabro i je zmielić na proszek, ekonomiczniej jest wydobywać złoża okruchowe.

    OdpowiedzUsuń