Z cyklu "Opowieści poszukiwawcze Marcina" :

Wspomnienia - ciąg dalszy,  część 3 :  ”Czło­wiek bez wiary jest nikim”
Cza­sami jest tak, że musimy coś zro­bić zapla­no­wać z kimś wypad, a kiedy przy­cho­dzi week­end to wie­czo­rami spo­ty­kamy się ze zna­jo­mymi i wpada nam pomysł poje­cha­nia gdzieś w jakieś miej­sce by zba­dać teren. Pierw­sze co to zasta­na­wiamy się jaka będzie pogoda nie zawsze wycho­dzi tak jak zało­żymy oka­zuje się że cza­sami nie idzie wyjść z auta, ale może jesz­cze pocze­kamy „rodzi się nadzieja”, a gdy po pół godziny jesz­cze moc­niej zaczyna padać deszcz pod­da­jemy się i wra­camy do domu. Gdy pusz­czą mrozy i już mało jest śniegu to chyba jest naj­lep­sza pora na poszu­ki­wa­nia z wykrywaczem by­naj­mniej dla mnie, nie ma jesz­cze natar­czy­wych insek­tów, paję­czyn, klesz­czy można spo­koj­nie cho­dzić po lesie i polach no i przede wszyst­kim nie ma wyso­kiej trawy.

Zwy­kły dzień jak i pora­nek można powie­dzieć lepiej wstać prawą nogą i być pozy­tyw­nie nasta­wio­nym do życia gdy ma się coś stać nie­spo­dzie­wa­nie, cza­sami jest to jak nie­spo­dzianka, która na nas czeka a my musimy ją tylko zna­leźć w nie­ocze­ki­wa­nym momen­cie. Mie­li­śmy fajną miej­scówkę była ona dla nas jak” Eldo­rado” jak ja to mówię, cią­gle coś wycho­dziło a my cie­szy­li­śmy się jak dzieci .Pewna miej­sco­wość gdzie można by powie­dzieć wolę nie pisać nazwy;), ale opo­wiem Wam histo­rię miej­sca z któ­rego naro­dziła się pewna przy­goda dziw­nej tre­ści zna­le­zionej kostki nie takiej zwy­kłej jak się oka­zało. Opo­wieść tą dedy­kuję wszyst­kim Tym osobą co wie­rzą w to co lubią robić i dążą do celu i nie zała­mują się
Jak wspo­mnia­łem było fajne miej­sce, był week­end więc trady­cyj­nie po dro­dze zajecha­li­śmy do sklepu by z rana zro­bić zakupy czyli coś do jedze­nia jakieś tam piwo dla mnie żeby się odstre­so­wać i poczuć tą wol­ność ode­rwać się od rze­czy­wi­sto­ści od pracy i sku­pić na poszu­ki­wa­niu. Cza­sami zabie­ra­łem kuchenkę na gaz i robi­łem obiad w ple­ne­rze udało się raz upich­cić nor­malny domowy taki ze scha­bosz­cza­kami, ale na świe­żym powie­trzu gdzieś w lesie na wypa­dzie jedze­nie sma­kuje wyśmie­ni­cie. Jakby tak zli­czyć poszu­ki­wa­czy ilu się prze­wi­nęło to było ich sporo, a zna­le­zio­nych fan­tów to „wia­dra " szcze­gól­nie monet zbie­rało się ich całe kie­szenie każdy cze­kał na orkę taką głę­boką, wycho­dziły rzymki i chyba wszyst­kie inne monety z róż­nych okre­sów. Lasy były zasiane fan­tami a kto wie czy jesz­cze coś tam nie ma a oprócz tego jesz­cze po Szwe­dach któ­rzy palili miej­sco­wo­ści jedna po dru­giej. Zna­le­zione klamry od butów srebrne wska­zy­wały ich obec­ność w 100%, i pierw­szy raz w tym rejo­nie potkną­łem się w lesie o poroże takie duże daniela to pamię­tam do dziś . Wcho­dzimy na pole wykrywy pisz­czą jak sza­lone, bora­tynki wycho­dzą jak grzyby po desz­czu jedna za drugą z daleka poka­zujemy sobie znaki kto znaj­dzie guzik to chwyta się za pierś a jak moneta to kółko pal­cami by do sie­bie nie krzy­czeć a każdy w słu­chaw­kach więc ciężko się zro­zu­mieć się na odle­głość. Można powie­dzieć że pierw­szy raz ksywa „burak” paso­wała do jed­nego gościa: ) strasz­nie uparty wcho­dził na pole jak ni­gdy nic i się dopy­ty­wał „i jak chło­paki macie coś” więc poka­zy­wa­li­śmy mu jakieś padłe guziory: ) „ale wie­cie że to moje pole idź­cie gdzie indziej tu nie można szu­kać i to już bo na poli­cje zadzwo­nię " takie słowa padały z jego ust więc tra­dy­cyj­nie można rzec grzecz­nie opu­ści­li­śmy miej­scówkę. Inny przy­pa­dek był taki że ktoś się pytał co Wy tam robi­cie, czego szu­ka­cie to mówi­li­śmy o ziem­nia­kach że nikt dokład­nie nie wybrał więc wykry­wa­czami wszyst­kie dokład­nie odnaj­dziemy, ile było śmie­chu jak rolnik uwie­rzył w to co mówimy: ). Na drugi dzień widzimy trak­tor i robi orkę co jakiś czas zawraca, czę­sto pyta­li­śmy się czy można tu na legalu pocho­dzić może pozwoli nam na poszu­ki­wa­nia. Kum­pel szedł z myślą a może się uda po chwili z pojazdu wycho­dzi twarz zna­joma co się oka­zuje spo­tka­li­śmy go wczo­raj to on i wyska­kuje z tymi samymi tek­stami. Po chwili widzimy jak śmiga z Ace 250 po swo­jej świe­żo zaora­nej ziemi ;-), ale ksywa „burak” nie wzięła się z tak o sama z sie­bie jeszcze teraz sam się śmieje jak można mieć pod domem miej­sce gdzie wycho­dzą talary i inne cenne monety a poszu­ki­wać 5 km dalej. W środku mia­sta bli­sko kościoła znaj­do­wał się widocz­nie targ i to przez wiele poko­leń, uka­zały się na świa­tło dzienne monety z róż­nych okre­sów i to w bar­dzo dobrym sta­nie, spraw­dza­li­śmy obok stał tam dom z ogro­dze­niem widać że prze­bro­no­wane było trzeba było po cichu cho­dzić by psy nie szcze­kały i ku naszemu zdzi­wie­niu po dwóch tygo­dniach eks­plo­ra­cji w tym miej­scu poja­wił się ten sam osob­nik miesz­kał wła­śnie tam i już się przy­zwy­cza­ił do nas że co week­end jeste­śmy w oko­licy i widząc nas zawsze był wście­kły. Zmie­ni­li­śmy w tym dniu plany które zepsuł nam „burak” i pół kilo­me­tra dalej zna­lazłem coś dziw­nego jak kostka wyglą­dała wypro­fi­lo­wana w kształ­cie kwa­dratu kulka młot­kiem potrak­to­wana nic szcze­gól­nego. Szedł tam szlak han­dlowy daw­niej i widocz­nie ktoś ją tam zgu­bił. Zwy­kle i tak do końca cią­gnie się wykrywacz do auta i w nie­spo­dzie­wa­nym momen­cie jesz­cze coś wysko­czy ni­gdy nie wia­domo co się jesz­cze trafi. Wra­ca­li­śmy jak już było ciemno byli­śmy nie­źle wyczer­pani kopa­niem włą­czy­li­śmy komórki i tra­dy­cyj­nie wysypka czyli poka­za­nie co się faj­nego zna­lazło a jak to bywało zawsze mie­li­śmy pełne kie­szenie monet najwię­cej jed­nak było bora­ty­nek i liczy­li­śmy kto wię­cej zebrał. Tego samego dnia po cichu aby nie zbu­dzić rodzi­ców czy­ści­łem znajdki. Na początku zwy­kła woda, potem w miarę okre­śla­łem co z danym fan­tem zro­bić i w końcu tra­fiło na kostkę zasta­na­wia­łem się do czego to mogło słu­żyć pew­nie do jakieś gry? mia­łem lupę spe­cjal­nie do monet z pod­świe­tle­niem uru­cho­mi­łem ją spraw­dzałem men­nice monet cza­sami się tra­fiały rary­tasy i zoba­czy­łem dziwny znak, który był ide­al­nie wyryty w tej kostce jakby lase­rem uka­zy­wała się jakaś postać coś na wzór egip­ski. Ze zdzi­wie­niem chcia­łem zna­leźć infor­ma­cje w inter­ne­cie ale nic nie zna­lazłem więc wybra­łem się do sta­rego zna­jo­mego on zawsze nosił jakieś wisiorki i uży­wał run znał się na tym. Był pią­tek wpa­dłem na chwile do niego nawet go nie uprze­dza­łem chcia­łem się spy­tać o ten znak, ale nagle widać było że źle się poczuł, po chwili spyta­łem o run na kostce, więc zabrał ją do ręki i lupą spraw­dzał powie­dział żebym wyszedł z tym czymś bo dłu­żej nie wytrzyma. Miesz­ka­łem wtedy w bloku na trzecim pię­trze ale bałem się to przy­nieść do domu poło­ży­łem więc koło klatki scho­do­wej w okienku piw­nicz­nym.

Minęło może kilka mie­sięcy cał­kiem zapo­mnia­łem o niej ,był week­end rano wcze­śnie z kolegą wybie­ra­li­śmy się na wypad i w odwie­dziny do Gogo­łowa do „Hra­biego” naszego dobrego zna­jo­mego z poszu­ki­wań na tam­tym tere­nie koń­czył się rok i trzeba było pod­su­mo­wać nasze poszu­ki­wa­nia. Karol wcze­śniej wie­dział o niej że ist­nieje bo wysła­łem mu zdję­cia i pyta­łem się co to jest, ale też nic nie zna­lazł na je temat, a na początku nie mówi­łem że zabie­ram ją ze sobą. Przy­je­chał do mnie z Zie­lo­nej góry jakieś 50 km zro­bił Nis­sa­nem Patro­lem wtedy z samego rana było jesz­cze chłodno i przed dłuż­szą trasą chciał napeł­nić bak do pełna więc podjecha­li­śmy na Orlen na górkę w Świe­bo­dzi­nie. Miał mało ropy w zbior­niku zatan­ko­wał na full 100 litrów ON i jecha­li­śmy w stronę Zie­lo­nej, po kilku kilo­me­trach auto zaczęło szar­pać jak na „rodeo” wtedy jesz­cze mija­li­śmy słyn­nego w oko­licy Jezusa udało nam się zje­chać na pobo­cze.

 Co się mogło stać? wystar­czyło pową­chać korek i oka­zało się że wlał do pełna benzyny, to był kosz­mar poranny była czwarta może piąta rano ni­gdy mu się to nie zda­rzyło wcze­śniej pomy­lić dys­try­bu­tory, a jeszcze się pytał czy kupujemy tańsze ON biopaliwo czy ON Verva. Wyko­na­łem magiczny tele­fon do „przy­ja­ciela” z nadzieją że się obu­dzi, po chwili ode­brał powie­dzia­łem mu żeby zabrał baniaki i wąż trzeba zlać paliwo bo jak nie to wle­jemy w zie­mię i udało się opróż­nić i napeł­nić bak 10 litrami ropy jaką dowiózł nam "Romeo" . Szybki powrót na stację - musie­li­śmy drugi raz zatan­ko­wać do pełna a z takim smo­kiem to był ból po kie­szeni, ale przygoda czekała więc nie było co się długo zastanawiać, pogoda zro­biła się piękna w sam raz na eks­plo­ra­cję mie­li­śmy w pla­nie zro­bić wypad na Ślęże, Jańską Górę z wieżą Bismarcka i odwie­dzić Hra­biego i jego pałac który był naszym miej­scem wypa­do­wym w tam­tym rejo­nie jak dla mnie piękne miej­sce na doda­tek bli­sko zna­nej góry i w kli­ma­cie jak za sta­rych cza­sów a wtedy był tam na samym początku śre­dnio­wiecz­ny domek myśliw­ski, a XVI wieku na jego miej­scu powstał rene­san­sowy dwo­rek, który ule­gał licz­nym prze­bu­do­wom, a główna moder­ni­za­cja dworu, która zmie­niła dwór w pałac miała miej­sce w XVIII wieku. Doje­cha­li­śmy po połu­dniu nasza ekipa po tro­chę zbie­rała się w kom­ple­cie wie­czo­rem miała nas odwie­dzić Joanna Lam­par­ska.

 Spę­dzi­li­śmy miło wie­czór w dobo­ro­wym towa­rzy­stwie gdzie gospo­darz domu zna­czy pałacu ugo­ścił nas jak zawsze w miłej atmos­fe­rze. Kostkę poda­ro­wa­łem Hra­biemu .Wie­czór zapo­wia­dał się impo­nu­jąco w pla­nach Zbo­cza Ślęży i począ­tek roku na Radu­nii. Po powro­cie do domu minęło może kilka dni zadzwo­nił hra­bia i mówi że spa­dła mu cegła na mer­ce­desa, ale auto zapar­ko­wane po dru­giej stro­nie od budynku. Zaczęły się dziać dziwne rzeczy, które dotąd nie zostały wyja­śnione. Z Karo­lem poskła­da­li­śmy wszystkie zda­rze­nia do kupy i oka­zało się że to wina wła­śnie tej kostki. Co to jest za run co on ozna­cza? fak­tycz­nie ema­no­wała jakąś ener­gią, mie­li­śmy w gru­pie dwóch radie­ste­tów. Na początku wylą­do­wała w kamien­nym kręgu co się z nią stało teraz to tylko może Wam opo­wie­dzieć Jan Pilar­czyk (Hra­bia) w swoim pałacu w Gogo­lo­wie i warto też spróbo­wać jego wody ze studni. Jak to mówią ni­gdy nic nie wia­domo co się wyko­pię z ziemi, być może była ona uży­wana do zaklęć, padały słowa że jest z innej pla­nety po pro­stu dobry mate­riał na film s-f. Rok zakoń­czył się faj­nymi znajd­kami wpa­dło wiele kosz­tow­no­ści sre­bra, złoty dukat, guziki do kolek­cji, słynne z naszych opo­wie­ści oko dia­bła. Czas szybko pły­nie a my zmie­niamy swój kie­ru­nek nie spo­ty­kamy się w tym samym gro­nie co kie­dyś, ale każdy ma nadzieję że los pokie­ruje nas ku następ­nej przy­go­dzie.

Jan kostkę, którą dostał od Marcina schował do schowka w swoim mercedesie W124 (przezornie nie zabierał jej do zamku, a zbiera starocie i inne gadżety, jego zamek to składnica okruchów historii), w nocy na maskę tego mercedesa spadła dachówka z zamkowego dachu, czyli kolejny niefart. Tych przypadków było już za wiele, kostkę zbadał ją jeszcze Rafał (ponoć emituje ona jakieś zielone promieniowanie???) i radiesteta z Dzierżonowa - Rysiek (jak ją trzymał to zdrętwiała mu ręka ;-) , po tych badaniach Jan zakopał ten fatalny przedmiot w puszce w swoim ogrodzie od strony sąsiada którego nie lubi, bo zaczynała się kolejna przygoda - poszukiwania pewnej zamurowanej hali w sobóckim browarze na podstawie dokumentów Grześka , ale to już inna opowieść...

 Autor : Marcin Soloch "Solcio"

PS. Na zakończenie strona Słowian  https://watranews.wordpress.com/

20 komentarzy:

  1. Dodam, że tą kosteczkę potem kilka osób chciało od Jana odkupić, ale Jan przezornie odmawiał - puszka pandory w niepowołanych rękach to nic dobrego. Pewna osoba kiedyś wspomniała, że może to być talizman, który wzmacniał intencje jego posiadacza, nie był sam w sobie ani dobry ani zły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Koszyk z wikliny - the best !

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkie opisane prze zemnie opowieści są prawdziwe ,to są wspomnienia moje .Jeżeli chodzi o kostkę nigdy nie była ona dokładnie zbadana ,żadnego kosza tu nie ma są zdjęcia oraz nakręcone filmy .Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszyk jest, piknikowy jak na misiu Yogi :-).

      Usuń
  4. Jak boratynki to pewnie Wielkopolska była przeszukiwana. Są miejsca gdzie w jeden dzień można odszukać ich po 30 sztuk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne tereny opisujesz ,ale Ci powiem szczerze że moje okolice Lubuskie.Pozdrawiam "darz dół"

      Usuń
  5. Na Wschowie boratynki to przekleństwo ;-), chociaż wśród kilkudziesięciu z poprzedniego sezonu trafiło się kilka ładnych, polskie i litewskie ładnie odbite i zachowane, większość jednak to falsy z epoki i mocno zniszczone oryginały. Generalnie temat Wschowy odpuściłem, bo mimo że zawsze wracałem z kilkunastoma monetami to nie bywały one ani cenne ani rzadkie, a Wschowa mocno już przetrzepana jest. Teraz wolę znaleźć mniej, albo wcale, ale jak coś się trafi to ciekawego, ale to trzeba chodzić tam gdzie ziemia nie była odwracana przez orkę co roku 2 razy , czyli pozostają stare lasy gdzie raz na kilkaset lat coś zruszy ziemię i najczęściej są to dziki. Każda pora ma swój rejon poszukiwań , jak pada to lepszy las - ziemia się nie klei do butów, jak wrzesień to fajne są pola zaorane lub nisko skoszone ścierniska , w maju na łąki nie wejdziesz - meszki,a w lesie zjedzą Cie muchy i komary albo pogoni maciora z młodymi bo i takie przypadki bywały. Jesień, robaki już tak nie atakują, pozostają tylko uciążliwe strzykacze jelenie - "muchy jeleniarki" co wczepiają się we włosy, czasami znajdzie się plecak prawdziwków, a czasami wpadnie ładne poroże jak pisał Marcin lub jelenia można spotkać, tudzież odyńca, ale od danieli jeszcze nie znalazłem, mam tylko jedną sztukę od Marcina, no i przy okazji wędke na szczupaka można zarzucić. Zima - pola zamarznięte, a w lasach czasami jeszcze można poszperać bo ziemia wolniej w nich zamarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i właśnie jeleniarek nienawidze to chyba zmora poszukiwaczy nawet szpadel nie pomaga :) i detergenty

      Usuń
    2. Ale Wy nie macie włosów to i Jeleniarki Wam nie straszne :-)

      Usuń
  6. Karol mam miejscowe gdzie ładne boratyny z bykiem wychodzą i to ładne ,chętnie pojadę na wyprawę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z koniem widziałem, ale z bykiem jeszcze nie - trzeba jedną by odkopać do klaseru.

      Usuń
  7. https://www.youtube.com/watch?v=CV35JITAdQE&feature=iv&src_vid=1EVoIANk5M8&annotation_id=annotation_1429490129

    Wiem ,nie w temacie -ale.....
    W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne było pytanie tego młodego co zrobił film (swoją drogą mądry młody człowiek)
      - " Jak żyjecie , a rolnik pokazuje na nowy dom",
      a ile macie ziemii - " 4 hektary pola " ,
      a dobrze Wam się żyje i odpowiedź "Pracuj, a będziesz żyć" ,
      czyli w tym kraju nie drenowanym przez Unię i podatki każdy może godnie żyć.

      Usuń
  8. Jak jest dobry gospodarz dbający o kraj i ludzi to zawsze będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam, super by bylo pokazac tą kostkę Krzysztofowi Jackowskiemu, on się już podobnymi rzeczami zajmował z bardzo dobrym, wręcz niesamowitym skutkiem

    OdpowiedzUsuń
  10. Z całym szacunkiem do Pana Jackowskiego - był taki pomysł dwa lata wstecz na Festiwalu Tajemnic w Książu, ale Pan Jackowski nie przybył na własną prelekcję z powodu awarii swojego samochodu (tego jako jasnowidz nie przewidział ;-). Kostkę zbadało dwóch radiestetów z jakimi wówczas współpracowaliśmy - nasz kolega Rafał i niezależny radiesteta z Dzierżoniowa - Ryszard.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak działa mojra, przeznaczenie było takie aby Jackowski nie badał :).

      Usuń
    2. Jackowski bardziej już gwiazdorem jest niż jasnowidzem ;-)

      Usuń
  11. http://zobten.blogspot.com/2015/05/akcja-smalec.html#comment-form
    o ten temat mi chodzi .Serdeczne podziękowania macie chłopaki od pani Krysi ,za swoją akcje :-) Wiem że tam nic nie było -ale jakie to ma znaczenie ? Dla Was to była przygoda -a u starej kobiety zobaczyłem uśmiech "wspomnienia czar lat ubiegłych " Wielki szacun dla WAS Przyjaciele :-)
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolfi, każdy wiarygodnie brzmiący namiar traktujemy śmiertelnie poważnie, zwłąszcza namiar od przyjaciela. Przygoda była przednia. Mało to razy wracaliśmy na pusto, ale zadowoleni? Sam wiesz jak to ze skarbami bywa, raz na wozie , raz pod wozem, ale zawsze w zgranej ekipie. Los dał nam możliwość robić rzeczy ciekawe, więc chwytamy przygodę i wiatr w żagle ;-), a potem już samo się dzieje....

      Usuń