Strona Główna

"Z pamiętnika poszukiwacza" czyli jak spędziłem niedzielę.

Niedziela, siódma rano , dzwoni telefon ... gdzie jesteś, czekam na parkingu... znowu zaspałeś....
Wrzucam do reklamówki 10 pomidorów, dwie kromki chleba i trzy wody mineralne. Schodzę do auta, towarzysz już czeka . Gdzie jedziemy - sprawdzałeś mapy?  Nie , myślałem, że Ty sprawdzisz.
No to może Nowe Miasteczko, słyszałem że talary tam na polu leżą jak kartofle i zbierasz bez wykrywacza ;-). No to jedziemy sondażowo na Nowe Miasteczko. Jak nie pole zasiane, to inne nie zaorane i badyle ścierniska skutecznie ograniczają pole manewru detektora. Zmieniamy miejsce na łąkę - trawa ze 20cm, a zasięg cewki 25cm - dwie rundy systemem "w te i we wte" z wynikiem dwie puszki, drut i osiem kapsli. Trzeba szukać innego miejsca, wykrywacze na ramieniu, szpadle w dłoni i zmierzamy w kierunku samochodu, na dodatek zatrzymało się jakieś auto koło nas - zapewne właściciel puści wiązankę że mu chodzimy po polu bez zgody na chodzenie po polu, bo już otwiera szybę. No to ładnie się zaczyna dzień...
 
 


- Cześć chłopaki, jak szukanie? - pyta nieznajomy.... Słabo odpowiadam, a tak apropo - czy nie ma Pan nic przeciwko jak sobie pochodzimy po tym polu?
-Ja nie, bo to nie moje pole, ale znam właściciela - dzisiaj pytać nie będziemy, bo wczoraj były dożynki to nie ma go co budzić, ale mam zgodę na obszukanie jego 60 hektarów od lasu, aż po horyzont - powołajcie się na takiego a takiego, to nic Wam nie zrobi, tylko zakopujcie dołki. A tak w ogóle jestem K. i jak chcecie jedźcie ze mną - mam jeden temat do zbadania, bo też szukam jak Wy ;-).
(Z nieba nam spadł ten K. bo na obcym terenie sondażowo to sobie śliwek można pojeść, ale nie coś znaleźć. )


Jedźcie za mną, pogadamy na miejscu...no to pojechaliśmy, wsi nazwy nie podam, bo nie pamiętam przez jakie jechaliśmy, ale coś jak koniec świata, tylko że trochę dalej, stare domy poniemieckie, jakiś zrujnowany pałacyk, brukowa droga i sporo górek. Po 15 km skręt w prawo (myślałem że koniec świata już minęliśmy, ale okazało się że za zakrętem dopiero się zaczynał).


Zostawiamy auta na polu, nowy kolega wyciąga mapy, książki i składane krzesło!.... siada i mówi :  najpierw Wam,  opowiem historię tego miejsca, żebyście wiedzieli gdzie jesteśmy i co tutaj się działo.... żołnierze tacy a tacy obozowali wtedy i wtedy, szli "Drogą Królewską" od tamtych równin , droga już dawno zaorana, ale jej ślad jest na zaoranym polu jako kilka dębów i lekkie wzniesienie na płaskowyżu. My jednak nie tam pójdziemy, jak chcecie to mam takie miejsce gdzie był wiatrak i znalazłem tam kilka starych monet .. Muszę oddać książki historyczne właścicielowi posesji gdzie stał wiatrak, obiecałem mu też poszukać jakiejś strzelby którą schował jego ojciec jak żył, poza tym ma dobre jabłka (Waryniak zaś na to - jak oprócz tych jabłek ma ładne córki to idziemy ;-).   Zanim skończyła się opowieść Waryniak był już 100 metrów w polu...gorączka złota jak nic. Ruszamy za nim wciąż dyskutując, dobra opowieść lepsza niż złoto. Po drodze jakiś sygnał - pewnie depozyt - niestety - pół metra pod ziemią jakiś garnek typu nocnik, a już była napinka że hełm mamy faszystowski;-) jak pokazał się wypukły kawałek. Wystarczyło dobrze zmotywować kolegów i odsunąć się po cichu na bok, że niby miejsca nie ma i moja łopata za krótka, - kopanie im szło rewelacyjnie ;-), ja zaś zacząłem rozglądać się za jakimiś jagodami, śliwkami....


Jak opuszczaliśmy auta to spytałem K. czy daleko będziemy maszerowali . Nie chłopcy, niedaleko, tu za lasem, wzdłuż strumienia pójdziemy i zaraz już będziemy na miejscu. No myślę, jak niedaleko to wykrywacz, szpadelek i w drogę, pomidory zjem na śniadanie jak wrócimy do auta, wszak to niedaleko tutaj za lasem. Wyszliśmy jakoś koło dziewiątej z minutami, koło jedenastej w lesie zgubiliśmy K. , którego zdążyłem wypytać o wszystko poza numerem telefonu. Nic to, trzeba go szukać, on za wolno chodzi bo sprawdza każdy krzak i kawałek gruntu , my zaś chyba bardziej nabijamy kilometrówkę niż szukamy. Waryniak mówi - coś czuje, jakieś perfumy męskie (ja tam nic nie czułem), gdzies tu musi być. K....! , gdzie jesteś? krzyczy towarzysz Waryniak na całe gardło ;-). Tuuuutaj - ledwo słychać z lasu - no ładnie, po głosie tak ze 200 metrów w tamte krzaki. Pytam - z tymi perfumami to taki żart był? czy jak? Nie - naprawdę czułem, na polowaniu zawsze czułem dziki zanim one wyczuły myśliwych mówi Waryniak. (Rodzina Damiana to z dziada, pradziada zamiłowani myśliwi). Znajdujemy K. - rozkopuje nad strumykiem jakiś stary śmietnik - ja za śmietnikami nie przepadam, więc siadam i komentuję znaleziska. Stara butelka, jakiś drut, trzy kałamarze, przepalone chyba pożarem 1 markówki, szkło, więcej szkła, dachówki, szkło.



Mówię - bez kilofka to robota jak za karę, zostawmy ten śmietnik i idźmy dalej, na wiatrak.
Po drodze skarbowe opowieści, okazało się że K. znał Św.P. Wojtka Stojaka i Joannę Lamparską, a robili jakiś temat po Polkowicami gdzie szło o dwie beczki poniemieckich odpadów zawierających podobno spory odsetek złota i tego tam razem szukali (historia na osobne ognisko). K. to kopalnia wiedzy - tam mogiły lotników, tutaj grodzisko Dziadoszan więc omijamy teren archeo, tam krąg z głazów narzutowych - miejsce mocy , ale negatywnej - omijamy! (to dopiero jest temat, kto tam wejdzie źle się czuje, aparaty fotograficzne dostają usterek, telefony wyłączają  się, strzelby myśliwym zacinają, temat wart zbadania). Idziemy dalej, minęły prawie godziny bo było przed jedenastą. Pytam K. gdzie ten wiatrak? - już niedaleko, ale pójdziemy wzdłuż strumyka, bo tutaj mogli żołnierze stacjonować.... W lesie napotykamy jakiegoś dziadka w białej koszuli, idzie wzdłuż strumyka , tylko że w przeciwnym kierunku niż my. Pytam - co on tutaj robi, w środku lasu tak ubrany. Dziadek niechętny do rozmowy , zniknął tak jak się zjawił... Szybko wyjaśniło się co tam robił, po drodze głowa jelonka, za chwilę oczko z drutu, potem kolejne. Popapraniec sprawdzał wnyki, K. jednak wyciąga z plecaka bagnet AK, robi z niego sprawnie sekator i rach ciach ciach - po wnykach.. Kto chodził w upał po lesie wzdłuż strumyka zna ten klimat - komary, meszki, muchy jeleniarki i gzy. Kilka ruchów szpadlem , pot zalewa plecy. Idziesz kilka kroków i lądujesz twarzą w pajęczynach, za nogę trzymją jeżyny, a jak puszczają to lądujesz w pokrzywach. To jest chyba pierwszy objaw gorączki złota, kiedy siły natury mówią wracaj , a człowiek idzie dalej ;-). Myślę strumyk będzie omijał górkę - zrobię sobie skrót. Po 30 minutach ani strumyka, ani kolegów i kij wie gdzie ja w ogóle jestem, ale nie ma komarów więc jest dobrze. Godzina była tak koło południa . Wychodzę z lasu na pola i co widzę? stary dom na górce i stary sad z jabłoniami antonówkami. Jak nie lubię antonówek to zjadłem cztery, w tym jedną z robakiem zanim się zorientowałem. Cztery zabrałem do kieszeni na zapas i ruszam z powrotem szukać towarzyszy niedoli. Zasięgu na telefonie brak... Na horyzoncie wzdłuż pola widzę dwie sylwetki. Idę w ich kierunku, mówię - rzeczywiście mają tam dobre jabłka.
A masz dla nas? Ba..... Waryniak,  był uczulony na jabłka to zjadł dwa .
Wracamy pod poniemiecką chałupkę.   Żartujemy, że zaraz wyjdzie Hans w niemieckim mundurze i powie   "Hende choch , Es ist mein apfelbaum , bitte bewegen się sich schnella, weil ich schieben werde ! " czyli po naszemu - Ręce w górę złodziejaszki, to moja poniemiecka jabłonka, spieprzać bo będę strzelał!


Z domu ktoś wychodzi , w niebieskim uniformie.
Nieźle wykrakałeś, miał być mundur niemiecki, a jest niebieski , popatrz , idzie do nas, mówiłem nie kraść , tylko najpierw spytać.
Podchodzę , witam się i żartuję - witaj nasz zbawco, twoja jabłonka uratowała mi właśnie życie, bardzo smaczne jabłka, dziękuję.


 

Właściciel śmieje się - nie mi podziękuj, a Niemcom co ją zasadzili, macie , przyniosłem Wam wodę mineralną bo widzę że ledwo dyszycie a K. dzwonił, że dzisiaj będzie u mnie . Myślę sobie w duchu- ja nic WUNDERWAFFE, nakarmił jabłkami, poczęstował wodą - będzie walka o kibel i pozabijamy się nawzajem szpadlami.
Żartujemy i jemy antonówki, Waryniak zapija wodą - mówi wolę umrzeć na sraczkę niż z głodu ;-).
K. odchodzi na bok i coś ustala,  gdzie stał orzech - no orzech włoski poszedł pod siekierę, ale pozostał pniak. Wokół orzecha same śmieci metalowe, jak szukać, koszmar detektorysty i z boku jeszcze jakieś stare brony na które mało się nie nadziałem w trawie po kolana.
Intuicja K. jednak była górą - nieco dalej, na uboczu rosła leszczyna. Pod leszczyną czysto , tylko jeden sygnał... Patrzymy z zaciekawieniem jak operator Rutusa Argo walczy z gałęziami, klnie że szpadel tępy i że miejsca mało...po czym wychodzi spod gałęzi z jakimś żelaztwem.
Ojcowa strzelba znaleziona , niestety destrukt. Żegnamy się, jest już lekko po piętnastej. Gospodarz na koniec mówi - przyjedźcie jeszcze, pokażę w parku pniak po lipie,  w której jak ścinano znaleziono ludzki szkielet i resztki ubrania. Wedle plotek to jakiś zbieg postrzelony w czasie ucieczki podczas wojny schował się tam i skonał. Szukano go po okolicy, wszyscy myśleli że uciekł. Ciekawa historia co? Przeszukacie park przypałacowy, znam właściciela , pokaże Wam na starym cmentarzu czaszki wrośnięte w drzewa. Po wojnie ktoś zdewastował grobowce i czaszki pozawieszał na drzewie na gałęziach i tak wrosły na wysokości obecnie kilku metrów.. Myślę - zapowiada się ciekawie, trzeba by to zobaczyć na własne oczy.
Jemy po jabłku, dostajemy drugą wodę mineralną na powrót. K. odbija jeszcze w las - mówi, że zna fajne miejsce niedaleko, a do wieczora jeszcze kilka godzin to chce je przeszukać. Znając jego jednostkę miary o nazwie "niedaleko" wymieniamy się telefonami i kierujemy w stronę samochodów. Pożegnalna fotka i czas do domu. W domu byłem o siedemnastej, pomidory ze śniadania zjem na kolację.

 
Za tydzień gościnne występy na naszym terenie, K. oznajmił, że postara się dotrzeć ze swoim Rutusem Argo, to będzie okazja znowu pogadać i starych Niemcach i jeszcze starszym złocie...
Pozdrowienia dla K. Wyprawa była wzorowa.

PS. Jak się później okazało K. jest członkiem Towarzystwa Miłośników Ziemi Polkowickiej - człowiek który niejedną zna historię. Prawdziwy pasjonata regionu który dzieli się wiedzą, a naprawdę ma sporo ciekawostek do opowiedzenia.

19 komentarzy:

  1. No i nie ma jak jeleniarki i pajęczyny to uczucie jest niezapomniane ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wejście twarzą w sieć krzyżaka i paradowanie z pająkiem na glacy - wrażenia niezapomniane.

      Usuń
  2. Ciekawa wędrówka, po jakiej okolicy buszujecie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Po okolicy eleganckiej i uroczej Panie szanowny. Istny koniec świata jak pisałem. Wioski między Bytomiem, a Nowym Miasteczkiem gdzie czasami czas stanął w miejscu ,a nawet można czasami zauważyć jego recesję. Jak powiedział K. - jak wieczorem wsłuchać się w dobrze w ciszę to słychać jeszcze zgrzytanie żaren na "Muchle Berge". Generalnie województwo lubuskie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy było coś jeszcze oprócz strzelby?

    OdpowiedzUsuń
  5. Jabłka , śliwki i trochę przygód. Wystarczająca zachęta by wyjść z domu do lasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę ż humorki dopisały i papy uchachane, czyli nieźle :-). Waryniak zaciesza z nocnika jak by rzeczywiście desantowca wykopał he he, a Piotrek to niezwykły farciarz, ostatnio pod Bytomiem też nas wszystkich ograł :-).
      Pogoda była szokmeńska, 30 stopni, mnie na polu po 3 godzinach z łbem bez mycki rozum pomieszało i musiałem w cień znikać bo obraz zrobił się podwójny jak po ćwiarze Zenkowej nalewki tej mocniejszej :-).
      Dobry wyjazd mieliście i strzelba znaleziona , to prawdziwy skarb no i wesoło było :-).

      Usuń
  6. http://zgorzelec.naszemiasto.pl/artykul/skarb-w-lubomierzu-wykopano-zlote-zegarki-bizuterie-i,3876811,artgal,t,id,tm.html

    OdpowiedzUsuń
  7. http://www.national-geographic.pl/national-geographic/nauka/fortyfikacje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy ich tempie badań, to wpiszą w rejestr jutro, a za 100 lat będą to już badać Niemcy.

      Usuń
  8. To sie nazywa FART i obywalelska uczciwosc!
    http://www.krone.at/wissen/mysterioeser-goldbarren-in-bayrischem-see-entdeckt-nazi-schatz-story-466988

    Ale czy tak do konca ? hehehehe!!!

    -:)

    J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać ktoś sobie z niego już uskrobał trochę :-).

      Usuń
  9. No poskrobal.
    Wojciech ,zanim zrobisz z silosow na kruszywo w masywie Osowki ruszta do pieczenia kotlecikow a,La Dariusz Kwiecien , to poczytaj KONIECZNIE ! o produkcji betonu w okresie zimowym. niemiecki znasz.a miks sie prawie niczym nie zmienil.
    http://www.cemex.de/UserFiles/Infomaterial/betonieren_winter.pdf
    PISZE TAM O PODGZEWANIU SKLADNIKOW.
    Pierwsza najwieksza jkonstrukcja samonosna z zelazobetonu postawiono u nas we Wroclawiu Hala Stulecia... nie watpij w niemiecki beton pomijajac niby silownie -).
    A Karkonosz to juz niech o tym PPT nie czyta , bo sam zapodal jakie glupoty tam wypisane sa!
    kur! worki z cementem o klasie przekraczajacej 400 w sztolni magazynowane ,i po wojnie z niej wywiezione przez PPT tylko Karkonosz moglby takie cos dac wiare, i pismaczyc glupoty!
    Hej Karkonosz w sztolniach jest wilgotnosc przekraczajaca 90 procent ! tam paier zamienia sie w kilka minut w scierke! a gdzie cement !
    Nawet niepowielaj takich glupot,bo przyznajesz sie, ze takie brednie zmyslone czytasz!!! i sie wymandrzasz.
    Tys chlopie kiedys byles w jakies sztolni?

    Pozdrawiam, jeszcze nie kulinarnie.-)

    J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacenty, Ty mi tu nie wyskakuj z współczesnymi tematami w zakresie betonowania. zanim zaczniesz wlewać wodę do betoniarki przy "podgrzewanych zbiornikach na kruszywo" , to zdążę wysłać te zbiorniki w niebyt kosmosu , zamieszczając niemieckie dokumenty dotyczące prac betoniarskich które trzymam w zanadrzu ( taki helikopter co ukryty mam w rowerze :-) )oczekujący na milionowe wejście na bloga :-).

      Lepiej się pochwal coś tam już wykopał tym Deusem, masz już jakieś kelten muenze ? :).

      Usuń
  10. Nic nie mam ! czasu tez malo , ale musze Karolowi cos przeslac co wykopalem.
    Taki krazek dziwny ,wyglada na braz i cos w nim porytego jest. dziwne takie ,w srodku jak by ,wmieszany byl metal jasniejszy ...mosiadz
    Mam go w Uberlingen , jak pojade pod koniec tygodnia. to zrobie fotke i wysle.
    Krazek jest jakis dziwn -)

    A slyszales kiedys o firmie BOGE ? -) Jak pogrzebiesz w historii tej nazwy ? to na milionowy wjazd na twojego bloga ,bedziesz mial fajny material....dot, niby silowni-) jaka nie byla nia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzisz Wojciech nie wiesz.
    Boge to manufaktora ,jaka wdrozyla kompresory srobowe o poteznej wydajnosci, jeszcze po wojnie ,sprezarki srobowe GOGE stosowane byly, w schronach i bunkrach ,w systemach filtracji , czynnika oddechowego w ukladach zamknietych obiegow systemu wentylacyjnego czyli jak kiedys wspominalem w zwanej silowni-)
    Szukac radzil bym w archiwach firm, budowlanych ,czy technicznych , jak BOGE czy DRAEGERi inne, znacznie wiecej sie dowiesz, jak z akt GESTAPO czy z notesu slynnego Dariusz a,La Kotleta.

    W

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie że nie wiem, tylko akurat mnie nie było i czasu nie miałem odpisać.
      Jacek pamiętam, pamiętam doskonale, tą pamięć długookresową mam 100% lepszą jak krótką :-), kiedyś w temacie siłowni spieraliśmy się już kiedyś o ten grzybek wydechowy zastosowany jako natychmiastowe odcięcie schronu na wypadek "W". O notesach mi nie wspominaj bo w nich są przepisy jak obstukać kotlet z frajera :-).

      Tak czy siak wkrótce wrócę do tych betonów 'betoniarni" i zrobię to na bazie ciekawego opracowania Jurasa.

      Usuń