Archetyp - ogień.....czyli "Dzikość w Sercu"



Prawdziwy żywy ogień ma magiczny i do końca nie wyjaśniony wpływ na każdego
człowieka. Gdy będziemy w niego intensywnie wpatrywać się lub po prostu
bezwiednie zapatrzymy się w niego, po jakimś czasie przestaniemy widzieć
ostro jego kontury. Będziemy dostrzegać tylko tajemnicze ciepłe kolorowe
migotania, które w naszym umyśle wywołają z głębokiej podświadomości, dawno
zapomniane retrospektywne obrazy wspomnień, wygenerują nieprzewidywalne,
plastyczne skojarzenia i wprowadzą nas w nostalgiczny nastrój.
Umysł ludzki wytwarza wtedy obrazy, jakich nigdy w życiu nie doświadczylibyśmy podczas
naszego normalnego, zaganianego życia. Będą to, przebiegające przez naszą
głowę niczym błyskawice, obrazy z dzieciństwa, teraźniejszości, a nawet z
przyszłości; obrazy luźno ze sobą powiązane, pojawiające się często w
niewłaściwej kolejności. Pomiędzy nimi "zobaczymy" obrazy zaskakujące nas,
których nigdy nie spodziewalibyśmy się ujrzeć w tym miejscu i w takim
towarzystwie wspomnień. To one wpłyną na spojrzenie z całkiem innej
perspektywy na pewne sprawy, ułatwią wyrobienie osądu i podjęcie takiej, a
nie innej decyzji.
Prawdziwy żywy ogień, którego ciepły blask czujemy na policzkach, zmusza do
refleksji, do przemyśleń. Oczy każdego człowieka patrzącego w ogień są
roziskrzone, wilgotne, pełne żaru, rozmarzenia i jednocześnie uspokojenia.
Czy zauważyliście Państwo, że ludzie siedzący wokół ogniska są bardziej
sentymentalni, rozmarzeni i odprężeni? Dlaczego tak chętnie dosiadamy się do
grupki ludzi przy ognisku, a mniej chętnie do grupy ludzi siedzących, trochę
dalej, w ciemności? Ogień kocha śpiew i gitarę. A jeżeli już w jego
towarzystwie chcemy słuchać śpiewu, to przede wszystkim ballad i
sentymentalnych starych piosenek o miłości. To wokół płonącego ogniska rodzą
się długo i mile wspominane wakacyjne miłości. Pod wpływem żywego ognia
stajemy się wewnętrznie spokojniejsi, bardziej życzliwi dla innych,
marzycielscy. To psychologiczny paradoks, że prymitywny ogień potrafi tak
skutecznie kojąco wpływać na ludzką psychikę. To darmowy lekarz,
regenerujący wybrane obszary naszego mózgu.
Praktycznie na każdej wyprawie terenowej palę ognisko.
Penetrując zaś zbocza Ślęży wspólne ogniska stały się już tradycją.
 Zależnie od potrzeb małe- ledwie liżące dno menażki, lub duże, potrafiące ogrzać zimą 10 osób.
Świadomie zrezygnowaliśmy z gazowych maszynek i podobnych udogodnień.
Co prawda każdy z nas ma na wyposażeniu podobny gadżet (np na bunkrach MRU przydatny, kiedy pod ziemią chcemy spożyć coś ciepłego, co poprawia znacznie morale grupy i daje chwilę wytchnienia w przemieszczaniu się), jednak wspólne ognisko o wiele lepiej jednoczy grupę .

Kiedy w nocy samotnie palę ogień, na dnie serca odczuwam dziwną tęsknotę za czymś niewypowiedzianym, nieokreślonym.
Podobną tęsknotę odczuwam pod czas oglądania gwiazd na niebie w
nocy, jest to bardzo silne uczucie którego nie jestem wstanie zrozumieć .

* w większej części autorem powyższego tekstu o ogniu jest Pan Zbigniew Sobkowiak - zdun stawiający piece i kominki, jakiego poznałem dwa lata temu.
* na fotografii Janusz pilnujący wspólnej kolacji - czerwiec, Ślęża 2012 .


3 komentarze:

  1. Czytając ten piękny tekst ,sama się wzruszyłam.Popadłam w zadume i refleksje.
    Przypomniałam sobie moje ogniska w towarzystwie znajomych, przyjaciół i bliskich memu sercu osób.Cudowne momenty kiedy godził lub łączył ze sobą ludzi.
    Ogień jest magiczna i potężną siłą.Nieokiełznany w swoim niszczeniu i tworzeniu zarazem.To potęga naszego wnętrza - naszego Ducha.
    Jego nieodparta moc " wymuszająca " często nasze działania ,jest dla nas drogowskazem.On pokazuje to co dla nas jest najlepszym rozwiązaniem. To najlepszy i najbardziej niezawodny sufler na swiecie.Tylko trzeba go uwaznie słuchac.....Bo przecież każdy go ma - "OGIEŃ W SERCU ".....
    Wedaya

    OdpowiedzUsuń
  2. Też uwielbiam wpatrywać sie w żywy ogień. Obojetnie czy przy ognisku, czy przy kominku czy nawet obecnie w oiecu CO. Mam typowe węglowe ogrzewanie CO, ale poniewaz mieszkam niemal na końcu miasta to do skraju Puszczy Nadnoteckiej - jej południowej sciany mam 350m. wiec pale drwenem. Bzoza a jak nie ma to sosna. Czesto otwieram palenisko kicam i kosztem utraty energii i czasu patrze w buzujacy ogień wspanaile jego płomienie. W ogniu równiez wspanaila jest jego musyka. dzwieki jakie wywołuje palacy sie ogien zawsze inne w zaleznosci od tego czy to w piecu czy na wolnym powietrzu, etc oraz w zaleznosci od typu opału - co spalamy i w jakim stadium wilgotnosci jego Muzyka jest inna i niepowtarzalna. Widok, muzyka i cieplo ognia nie mozna niczym zastapić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słowacja, Niskie Tatry, rok 1997. Grupa geologów czeka na ewakuację z pewnej doliny, leje deszcz (początek Wielkiej Powodzi). Po godzinie umyślny biegnie do najbliższego telefonu stacjonarnego (brak zasięgu).
    Ludzie stoją pod drzewami, gdzie pada trochę słabiej. Pewien starszy Szkot, odziany w brezentową pałatkę i skórzane buty (reszta grupy w *texach) pyta mnie: "młody czowieku, masz nóż?". Bez słowa wyciągam swojego Opinela. "Pozbieraj te uschnięte gałęzie i postrugaj na drzazgi". Pozostałym studentom wydaje dyspozycje zbierania większych konarów. Wydają się słuchać tylko z uprzejmości.
    W końcu, kiedy uznaje, że paliwa jest dość, wyciąga zza pazuchy kawał kory brzozowej i wiekowe Zippo. Osłania sobą od deszczu korę, podpala i obrzuca struganymi przeze mnie drzazgami, po chwili dorzuca większe gałązki, potem większe... Za kilka minut wszyscy grzeją się przy wielkim ognisku, którego deszc nie jest w stanie zgasić. Potem dowiaduję się, że facet spędził pół życia w Arktyce kanadyjskiej, drugie pół w Andach. Miałem wtedy ze sobą mały palnik epi-gas, ale nie śmiałem wyciągać, bo nie wystarczyłoby dla wszystkich nawet po łyku herbaty.
    P.S. Nasz autobus się wtedy popsuł i czekaliśmy na transport jeszcze kilka godzin, to ognisko było dosłownie cudem.

    OdpowiedzUsuń