MRU - partyzancka walka trwa....

Niedawno odwiedził mnie klient w sklepie i po załatwieniu formalności rozmowa zeszła na tematy MRU.
Jako, że kolega również przejawiał właściwości poszukiwawcze, a mieszkał kilkanaście dobrych lat w okolicy MRU toteż teren znał bardzo dobrze.
Szczegóły kilku akcji jego i jego kumpli zostawię dla siebie, ale w rozmowie wynikło kilka ciekawostek.
Śpiąc na systemie (kto był ten wie) słychać każdy krok, czy stuknięcie na wiele setek metrów. Po intensywności dźwięków można zaś namierzyć z którego kierunku dochodzą.
Jak wiadomo cisza jest z piątku do niedzieli, kiedy chodzą turyści i "bunkrowcy", zaś od poniedziałku do czwartku to już inna para kaloszy - ruch mały i można podziałać. Nawet jak ktoś działa z boku to MRU mruczy, w końcu to spore podziemne pudło rezonansowe.
Te same zaś powtarzalne dźwięki od 23 wieczorem do 4 nad ranem wskazują na fakt oczywisty.
Międzyrzecki rejon nie ujawnił wszystkich swoich tajemnic - to pewne.
Namierzyć to jeden element, ale dostać się to już robi się problem. Systematyczność i działanie zespołowe mogą jednak zostać zwieńczone sukcesem. Teren we wspomnianej części jest trudny, odwodnienie nie działa (było kiedyś udrożnione, aż wody jeziorka "Kociołek" wystąpiły z brzegów) więc zapewne prace trwają od góry (najczęstsza metoda stosowana przez "partyzantów MRU"  - podkop i wiercenia badawcze od wewnątrz tylko w razie konieczności).

 oraz moje trzy grosze: nikt na MRU żadnej komnaty nigdy nie szukał - cała ta akcja to prawdopodobnie ustawka na potrzeby mediów (odpowiednia kwota rekompensuje sprawę mandatów, kar i spędzonych dni w areszcie), autor piszący takie bzdury by przyciągnąć turystów  albo również dostał swoją dolę , albo jest mniej mądry niż ustawa przewiduje. Ekipy działające na MRU dość dobrze zabezpieczają się przed niepowołanymi gośćmi, a przypadkowy spacer reporterów z aparatami na polu w środku nocy to już zupełna kpina. Ustawka 100% pod artykuł i odwrócenia uwagi od innego rejonu MRU. Jednak jak już jesteśmy przy pustkach w głowie ludzi odpowiedzialnych opisanie tej akcji - pustki w betonie naziemnych bunkrów to nie żaden  wymysł, a fakt. Potwierdzają to nie tylko badania georadarowe, ale i roboty inwazyjne których ślady kiedy wie się gdzie poszperać można zauważyć.
W jednej z pustek w napowierzchniowej części bunkra nie podłączonego do systemu,  po wysadzeniu bunkra (LWP praktykowało takową działalność na Linii Środkowej Odry w tym i na MRU) po wojnie znaleziono dość pokaźny depozyt. Być może małe komory w poszyciu bunkrów były przyszykowane wcześniej i potem sprytnie zalane betonem??? Znam anomalie w budowie kilku obiektów, ale za wcześnie by o tym pisać publicznie. Być może to tylko anomalia, lub pomyłka projektanta wyprostowana na etapie lania betonu? Jednak w tak poważnych inwestycjach, za pomyłki był bilet w jedną stronę, mogły by być uznane za sabotaż, ponadto był system wzajemnej kontroli już na etapie projektu, tak jak i obecnie w inżynierii budowlanej.
Ciekawi mnie w jakim okresie i kto chował w obiekcie militarnym depozyt - jest to możliwe tylko na etapie budowy, ale takie są fakty. Moje przypuszczenia jak się okazuje podziela historyk Justyna Hrabczak-Cinka wymieniona w artykule prasowym.
Na pewno do tematu MRU wrócę, chociaż niekoniecznie o tym napiszę.
Poniżej fragmenty książki Pana K.Antkowiaka "Poszukiwanie Skarbów w Polsce" dotyczący kilku kwestii MRU.



Jak widać, nie tylko jacyś tam partyzanci z saperkami są zdania, że na MRU pozostało trochę do odkrycia, ale i poważni historycy, co potwierdza akcja na Lisiej Górze, gdzie ekipa Polsko-Niemiecka dowodzona przez znanego pasjonata i historyka została "nakryta" na kilkanaście godzin przed prawdopodobnym finałem.


 "Kilka lat temu na Lisiej Górze pojawiła się ekipa poszukiwaczy z Niemiec. Chcieli się dostać do podziemi. Drążyli pionowe szyby, ale po publikacjach na ten temat w "GL” lokalne władze cofnęły pozwolenie na badania. Ponoć zdążyli się dokopać do korytarza, ale pustego i zawalonego z obu stron. Ponoć, bo w sprawie MRU i Bursztynowej Komnaty jest więcej znaków zapytania niż konkretów. "

Dobrze w środowisku wiadomo,  że ta akipa z poszukiwaczy z Niemiec to min Anna Kędryna oraz  Robert Jurga,  a prace przystopowano im pod pretekstem stosowania bez pozwolenia na budowę betonowych cembrowin zabezpieczających tunel, który drążyli we współpracy z Niemcami. Z tego co pamięam to obywateli niemieckich było dwóch, a Polaków  sześciu.
 http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=1398#.VR_lLCydOt8


 Jak mówi mój przyjaciel - "HIAG jest realny i istnieje, a Panowie i ich dzieci i wnuki pracują po ministerstwach i są realnymi milionerami pilnującymi swojego, spotykają się na jachtach w Hamburgu i przy szampanie dyskutują o swoich sprawach. Są jak smok co śpi na skarbie krasnoludów , jak chcesz coś uszczknąć to otwiera oko i się zaczyna problem." Kolega ten ma całkowitą rację, a przypadki nie są przypadkami, zwłaszcza kiedy dzieją się przy sprawach grubszych niż garść boratynek.
c.d.n.




3 komentarze:

  1. http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100109/POWIAT08/990855890 polecam komentarze - kilka jest interesujących .

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobry post Karol ! Masz racje, mamy marne szanse jako Krasnoludy w walce z tym smokiem .Ale my się nie poddajemy choć jesteśmy w tej walce mali .Już kombinuję jak tego smoka zębami za jaja złapać (trochę fuj -jakoś przeżyję) zabić nie zabijemy za duży ,ale co mu bólu zadamy to nasze :-)

    Wolfi

    OdpowiedzUsuń
  3. Wesołych Świąt Brygada :-)

    Wolfi

    OdpowiedzUsuń